Zamczysko bandytów

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

Zamczysko bandytów

14 lut 2013, 02:11

Obrazek

Gdzieś w głębi północnych ośnieżonych zboczy gór Ikrem, wysoko ponad poziomem morza, gdzie mgła nie pozwala widzieć na dalej niż na sto kroków, mróz nie ustępuje nawet na krok, a do tego śwista powietrze przeszywające większość ubrań swym lodowym dotykiem, ukryte jest nieduże, czterobasztowe kamienne zamczysko na którym swe piętno mocno odcisnął ząb czasu.


Za bramą z żelazną kratą widnieje nieduży dziedziniec w kształcie kręgu. Wokół niego znajdują się kuźnia, stajnia, magazyn, kilka mniejszych pomieszczeń, a wszystko z drewnianymi, spadzistymi daszkami nad wejściami. Kilka kroków dalej znajdowało się wejście do głównego pomieszczenia zamczyska.


MG:
Piratka z zarzuconym na siebie śmierdzącym workiem, mocno obwiązanym sznurem, za który ciągnął jeden z bandytów krwawiła z prawej nogi i doświadczała silne pieczenie, kulała. Zaczęła odczuwać jak teren staje się coraz bardziej kamienisty i nierówny, nic nie widziała. Niedługo również pojawił się mróz.
Tutaj będziemy musieli jej pozwolić jej widzieć, bo się zabije… – rzekł chyba śliczny łowca.

W odpowiedzi słychać było tylko pomruk zastanowienia się. To była chwila, gdzie Janina mogła chwilę odsapnąć. Gdy nie widzisz gdzie idziesz – często się potykasz i wchodzisz na nierówne kamienie, co przy dłuższej podróży skutkuje niemiłosiernie bolącymi stopami, takimi jakie właśnie teraz miała kobieta.

Dobra, zdejmijcie jej ten worek, ale sznury zostawcie. Stąd i tak nigdzie nie ucieknie, ani nie będzie widziała jak tu trafić, ale lepiej nie ryzykować. – powiedział ten sam, który wcześniej nakazał ucieczkę z traktu.

Kobieta została ciągnięta przez kamieniste ścieżki, śliskie ze względu na oblodzenie. Gdzie indziej brnęli przez śnieg po pół piszczeli, przez co bose stopy piratki nie lada zmarzły. Możliwe, nawet że będą z tego powodu poważne odmrożenia – bardzo poważne.

W końcu pojawili się przed większym placem, gdzie mgła stawała się gęsta. Kobieta nie wiedziała dlaczego się zatrzymali, a siarczysty wiatr jej mocno dokuczał, toteż cała trzęsąca się z zimna zaczęła się rozglądać sama nie wiedząc za czym. Nieco na wzniesieniu, we mgle dostrzegła konstrukcje kamienną. Niedługo musiała czekać zanim ruszyli ku niej po stromej, krętej dróżce.

Gdy weszli na dziedziniec, okazało się, że miejsce tętni życiem. Kręciło się tam z piętnastu chłopa, kowal łupał młotem w rozgrzane żelazo, kilka zgrabnych dziewek zawiniętych w chusty przeskakiwało przez mroźny plac z jednego pomieszczenia do drugiego, śmiejąc się przy tym radośnie, trzech tęgich chłopów nosiło worki z placu do – zdaje się – magazynu.

Obecność obcej osoby – piratki – spowodowało, że wszyscy spowolnili swoją pracę przyglądając się jej uważnie. Na niektórych twarzach pojawił się szelmowski uśmiech. Janinę zaciągnięto do jednego z pomieszczeń przy dziedzińcu, które kamienną ścianą przedzielone było na dwa lochy. Wręcz wepchnięto ją do jednej komnaty, a ta przez obolałą nogę i odmrożone stopy – runęła na twardą posadzkę. Kraty zatrzasnęły się za nią.

Leż tu, suko. Wrócimy do Ciebie, chłopaki na pewno się ucieszą! Brało Cię kiedyś dziesięciu chłopa naraz, bo nasz kurwy już tak?! Haha! – zaśmiał się srogo obrzydliwy wojownik, który na samym początku "znajomości" macał kobietę. Radosnym krokiem odszedł gwiżdżąc i brzdękając kluczami.

W celi było o niebo cieplej niż na zewnątrz, mury chroniły przed lodowatym wiatrem. Na pryczy ściennej zamocowanej na zawiasach i łańcuchach znajdowało się siano przykryte szarą, brudną tkaniną. Poza tym, nie było tam kompletnie nic. Kobiecie naprawdę zaczynał doskwierać głód i pragnienie. Jeśli trzeba było się załatwić – to tylko pod siebie, ale hej, zawsze to jakieś ciepełko.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

03 mar 2013, 00:34

Pani kapitan planowała, że skoro porywacze chcą ją porwać to ona pójdzie im na rękę, czy tam na ręce, bądź na barki – w zależności od metody transportu – i najzwyczajniej w świecie da się porwać. Celinie bowiem wyjątkowo odpowiadała rola porwanej i bycie porwaną z tej wyludnionej dziury, do jakiejś jej odpowiednika w postaci zaludnionej dziury z chociażby jedną karczmą, speluną, burdelem…czy czymkolwiek gdzie znajdowałby się ktoś za lepką ladą…
Ale nie!
Była teraz ciągnięta, pozbawiona swego śmierdzącego i zawszonego mienia, stylowych trzewików które stąpały nie po jednym okręcie, broni i co najgorsze…rumu. Ta ostatnia strata dotknęła ją najbardziej, bardziej niż te bełty co przez nią przeszły, jednak bywa. Dlaczego jednak Celina godziła się na takie traktowanie? Cóż, pomimo tego, że porywacze porwali ją siłą, a nie na mocy pewnej umowy w której to ona sama wykazywała dobrowolną chęć przyjęcia statutu porwanej, to…plan Pani kapitan nie zmienił się ani trochę. Naturalnie pewne korekty zostały wprowadzone. Przykładowo Celina nie szła dobrowolnie, tylko z uporem muła pozwalała się ciągnąć nie wykazując żadnych chęci przemieszczania się o własnych kulasach. Dopiero bardziej strome podłoże ją do tego zachęciło. Naturalnie, Janina dla dodania komfortu podroży, gdy tylko znalazła się w worze skorzystała z mrożenia, którego użyła do powierzchniowego zasklepienia ran po bełtach jak i znieczulenia, które i tak w pewnej mierze było wspomagane przez ilości alkoholu jaki w siebie wlała przed wybyciem z miasta i chwilę po ocknięciu się na trakcie. Gdy znalazła się w górskich ostępach tam chłodek znieczulił jej kulasy już kompletnie, że aż piratce dziwnie się stąpało nie czując, że właściwie…stąpa. Jednak i ta wycieczka musiała się skończyć – w tym przypadku – w przytulnej celi.
Janina zaraz po znalezieniu się za jej progiem padła sobie najpierw na kolanka potem na twarz. Jakieś tam bełkoty i gadanie przeszło jej koło tyłka nie docierając do uszu. I tak leżała sobie chwilę…taką dłuższą, by ostatecznie leniwie, jak i powoli oraz w akompaniamencie cichego jęknięcia oraz westchnięcia przekręcić się na plecy.
-No i jestem w środku..-Mruknęła zadowolona z faktu, że osiągnęła to co chciała i nie zabiła przy tym tych których chciała. Istny sukces, który wypadałoby opić, zapijając również głód, jak i pragnienie wędrówki gdyż niebezpiecznie sucho w ustach, jak i na podniebieniu się Celinie zrobiło. Toteż dłoń początkowo położyła na piersi lewej. Podrapała ją dokładnie. Następnie dłoń swą piracką pod spodnie swe wsunęła wprawnie, po czym zgrabnie acz niechciwie sięgnęła i palcami objęła to czego tak bardzo posmakować chciała…
Tak więc, dłoń zacisnęła na niewielkiej, sekretnej…buteleczce trunku mocnego wyciągając go z odpowiedniego schowka w swych majtaskach. Zawsze była wyjątkowo przezorną osobą w kwestii wyposażania się w trunek.
Wracając do historii głównej– nasza pani kapitan sączyła sobie trunek który rozpalał ją od środka, tak, jak ciepełko celi od zewnątrz. Kapkę poskąpiła na rankę, wydając przyciszony warkot przez zęby. Mimo wszystko przyjemne to nie było, tak jak ciągły ból który jej towarzyszył. W każdym bądź razie gdy pitny żar się skończył, podniosła się do pozycji siedzącej. Zmęczonym wzrokiem zlustrowała pryczę do której postanowiła się przemieścić i na którą się władowała rozkładając się i korzystając ze swej niezwykłej umiejętności kontroli mocy przemiany w jastrzębia postanowiła pokryć swoje ciało drobnym pierzem na częściach ciała zakrytych przez ubiór, a które napuszyła. Następnie trochę leżała, trochę przyglądała się zawiasom i dziurce od klucza, a ostatecznie skończyła na nuceniu pirackiej piosnki w sposób fałszywy i nieco zawodzący wygryzając sobie przy tym zębami kawałki ściółki i powierzchni po których Celinie przyszło się przemieszczać. Siedziała, wyła, grzała się i czekała na chłopców, aż jak sobie pomyślała to się uśmiechnęła kąśliwie, a oczka jej czarne zabłysnęły niczym skorupki pluskwy zimujących w pirackich włosach.
Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

12 mar 2013, 03:48

MG:
Tło
Gdy kobiecina leżała wyczerpana na łóżku, popijając trunek, którego notabene nie było zbyt dużo, beznamiętnie spoglądała na sufit celi. Ten nagle zaczął poruszać się, niczym fale na wodzie i rzeczywiście – szybko przybrał również barwę czystej morskiej wody. Zza pola widzenia wypłynął na nią piękny statek, na którym radośni marynarze (i nieco mniej wiecznie pracujący majtkowie) śpiewali pijani w sztok piosnki, których nikt, nigdy nie byłby w stanie zrozumieć. Ważne, że uśmiech z parszywych mord im nie schodził. Nagle z tłumu wyłoniła się Janina, która również bawiła się zacnie pośród bandy chłopów.

Statek przepływał przez całe sklepienie, a ich radosne wycie musieli aż wszyscy bandyci w obozie słyszeć . Rum lał się co niemiara, beczka za beczką, a nawet piratka miała swoją bardzo prywatną z której coraz to nalewała sobie kolejne porcje. Tak się wczuła, że szybko wskoczyła na pozwijane liny i przejęła główny wątek pieśni. Tak przepływała łajba aż powoli zaczęła tonąć, jednak nikomu to dobrego humoru nie odbierało, z czasem wszyscy topili się, jednakże ich ostatnie tchnienia poświęcone były właśnie radosnym okrzykom. Niedługo na wodzie ostała się sama Janina, drąc się ile tylko można, a zza niej wypłynął kraken – różowy i można by przysiąc, że uśmiechnięty (jakkolwiek mogło to wyglądać!). Gdy kobiecina ucichła, by wlać sobie ostatnią porcję trunku, bestia wyskoczyła z wody by zjeść piratkę. W tym właśnie momencie, cela znów powróciła do normalnego wyglądu, a pryczę kobiety ktoś kopnął, że aż dziewka na niej podskoczyła

Tło
Ej! Na nogi! Pokaż te… rany. Szkoda by zmarnować taki towar w celi. – rzekł mężczyzna wyciągając nogi kobiety. Z sakwy sypnął jakimś pieczącym, żółtym proszkiem. Poklepał, a kobieta, chociaż nie była czarodziejką, wyczuła przepływające przez jej ciało energię magiczną. Gdy zabrał rękę, rany były, chociaż bolące, zasklepione.
Hm. Ciekawe. – mruknął cicho pod nosem przypatrując się Janinie przez chwilę. Był to już raczej starszy człowiek, chociaż wciąż tęgi i krzepki. Jego siwe włosy splecione w kuc opadały na grubą pelerynę. Jego ubraniem były pozszywane ciepłe skóry. – No, dalej. Czas do szefa.

Wyciągnął Janinę z celi na znany już jej plac. Pogoda ponura i chyba nigdy tutaj nie była inna, siarczysty wiatr ciął mocno. Dopiero teraz piratka zdała sobie sprawę, że jej bose stopy mają się jak nowe, bo zaczęły ponownie piec i szczypać na śniegu. Prace nie ustawały, cały czas ktoś coś przenosił, a kowal kuł. Już nikt nie wpatrywał się w więźnia, acz zwracali na nią uwagę. Jeden zły ruch i może się to źle skończyć, a dziewka o tym wiedziała.

Obrazek

Weszli do pomieszczenia głównego budynku. Wnętrze nie było ani duże, ani ładne, znajdował się tylko wielki stół dookoła którego ustawione były trzy krzesła. Już od wejścia można było usłyszeć stąpanie metalowych butów zbroi. Po środku pomieszczenia spokojnie leżał ogromny wilk, który tylko jedno ucho podniósł, gdy piratka weszła. Człowiek, który ja tu przyprowadził nie wszedł za nią, a jedynie ją popchnął. Zza ściany wyszedł odziany w metalową zbroję przywódca całego zamczyska – najprawdopodobniej.

Twardy głos zza maski zagrzmiał:
Zwą mnie Wilkociech. Mam dla Ciebie ofertę, albowiem coś mi mówi, że możesz mi się przydać w… – przerwał na chwilę – wielu aspektach. – dokończył. Zbliżył się nieco, co pokazało jak rosły jest, bo przewyższał kobietę o około dwie głowy. – Chłopcy wspominali, żeś harda – zobaczymy, zobaczymy… Masz więc wybór, albo umrzesz tu, teraz, czy próbując uciekać, to akurat znaczenia nie ma. Albo będziesz pracować dla mnie.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

02 kwie 2013, 15:58

Janina oczami swymi ciemnymi wodziła po suficie kiwając nieświadomi stópkami w rytm melodii, którą bezwiednie poczęła nucić pod nosem swoim zachrypniętym głosem. Ręką wolną zaś smyrała fale wyobraźni które rozbijały się o Skrytego! Jej własny, cudny okręt wyposażony w najbardziej bezczelną i nieszorowaną załogę po tej stronie globu. Tak często mówiła i o tym też często śpiewali! I kraken śpiewał! I potem…
Drzwi trzasnęły. Celina aż podskoczyła mimochodem mrugając kilkukrotnie oczętami nie wiedząc co się wyprawia. Zmrużyła ślepia. No tak…była na posiadaniu własnego, wytwornego pomieszczenia, które nie znajdowało się na Skrytym, ani na Artedze, tylko właśnie – na lądzie. Ale za to obsługa jaka! W końcu dojrzeli na oczy, że jest cenna! Że z niej towar klasa pierwsza! Właśnie…
-Towar? – ściągnęła w niezrozumieniu brwi. Jak dobrze pamiętała swoją fizjonomię nie wyglądała jak beczka przypraw na sprzedaż. W między czasie gdy tak sobie myślała, rosły mąż ją oprzyrządził, czy też przyrządzał bo sypał przeprawą sypką po jej ranie, która po chwili poczęła piec, a następnie zasklepiać się na oczach kobiety pirat, która straciła już zainteresowanie wcześniejszym wątkiem towarowym. Przytaknęła kiwnięciem głowy i z minął wymalowaną na twarzy w stylu "nie najgorzej". Zrozumiała bowiem, że "ciekawe" odnosiło się do określenia działania przyprawy, która na Celinę podziałała lepiej niż zioła trzeźwiące którymi od czasu do czasu się szprycowała. Przyjemne prądy bowiem ciało jej przeszło. Potem Janina coś burknęła bardziej sama do siebie i wywróciła oczami podnosząc się na swoje chwiejne nóżki, którymi chybotliwie acz pewnie wymierzała krok w kierunku w którym ją prowadzono. Niczym psa. Myśl ta popsuła nieco humor kobiecie, jednak gryzienie i warczenie na wszystkich w obecnych okolicznościach zbyt poprawnie się jej nie widziało, lecz spokojnie odbije to sobie…kiedyś…tam…tak.
-Pani Kapitan Janina Jastrząb w węższych kręgach Celina i zaiste wielu powiadam żem zdatna w wielu aspektach tych pożytecznych, jak i tych mniej…–Zaczęła z wielką pompą chyląc czoła w tradycyjnym, pirackim, odświętnym przywitaniu, które wyszło nader licho z powodu braku przykrycia głowy, broni, jak i manierki, która w tym momencie winna tak dźwięcznie obić się o pochwę kordelasa. Słysząc następne słowa poczęła podnosić swój czerp, oczyma mierząc postać "szefa" który zrobił krok w przód oczekując odpowiedzi. Uciekła wzrokiem wówczas w bok, na Ala, który protekcjonalnie kiwał palcem wybijając z jej głowy głupie myśli. Zmrużyła oczy. Przeniosła je na podłogę, znów na "szefa" uśmiechając się delikatnie.
-Och, na Ourelię…umierać? Tak, prawda to iż doprawdy piękne te mury są od wewnątrz, że aż szkoda nawet myśleć o tym, że po tak długiej i trudnej drodze dostania się tu, miałabym uciekać, czy konać nie smakując tego dobrego uczucia z które płynie z bytu i pobytu…tu…przed tobą, szefie. – Uśmiechnęła się szerzej przystukując kostkami, co też licho wyszło przez wzgląd na brak trzewików.
Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

03 kwie 2013, 20:40

MG:
Tło
Dobrze, cieszę się, że rozum masz działający i na właściwym miejscu. – poklepał kobietę po ramieniu dłonią tak dużą, że bez problemów mógłby objąć całą jej czaszkę. Odszedł kilka kroków i rozsiadł się przy stole, cały czas był ubrany w swój pancerz, jakby próbował być przygotowany na wszystko.
Maska, która w pewnym sensie zwieńczona była kolcami, niczym korona, zasłaniała mu twarz, widać było jedynie ogoloną głowę. Spomiędzy otworu w literę "T" wydobywała się para oddechu. Ewidentnie chwilę się zastanawiał nad czymś, patrząc na swą ogromną bibliotekę zajmującą całą jedną półkę, a składającą się z dwóch ksiąg.
Wóz z Derin do Wolenvain na trakcie iquańskim. – powiedział spokojnym tonem po namyśle – Towar to nic specjalnego, prawdopodobnie jakieś drobne dobra dla skurwiałych burżujów Woenvain, ale weźcie co się da, może się przydać. Przede wszystkim nie zapominajcie o kołach od wozu – te tutaj będą szczególnie cenne. – podniósł się z siedziska i ponownie zbliżył się do piratki. Wilczur o srebrnej sierści, który do tej pory spokojnie leżał, podniósł łeb i postawił uszy patrząc na swego pana. Od Wilkociecha emanowała dziwaczna aura chłodu nie mniejszego od tego na zewnątrz. Niech to otchłań morska! Dziewka dużo przeżyła, wiele widziała, ale ten rosły chłop sprawił, że ciarki przeszły jej po plecach, te niezbyt przyjemne.
Teraz twoje specjalne zadanie. – od dołu złapał lekko Janinę za policzki, przez co jej wargi przybrały kształt "rybich ust". – Do karawany zostało wynajęte góra trzy miecze, na samym wozie będzie siedzieć wytwórca razem ze swymi dwoma córami. Po tym, jak zabijecie najemników, ty, na oczach ojca, odrąbiesz głowy dzieciakom i nabijesz je na pale, a z samych ciał wyprujesz flaki. – mówił powoli, czystym, niewzruszonym, acz lodowato chłodnym tonem. – Macie zostawić po sobie rzeź, a ojca puścić wolno, by z płaczem wrócił do Derin. Gdy to zrobisz, odzyskasz cały swój dobytek. – uwolnił twarz kobiety. Aura zimna powoli ustępowała. – Buty i okrycie zimowe otrzymasz w budynku naprzeciw kowala. Możesz też tam za darmo, tym razem, zjeść i napić się. Tylko potem się nie porzygaj – parsknął ironicznie – Masz nieco czasu, ale nie ociągaj się zbytnio, gdy będziesz gotowa, idź do Kosy, będzie czekać w wieży wrót zamczyska. To wszystko.

sekrecik
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

05 kwie 2013, 22:29

Janina częstokroć grasując po wodach znajdujących się na północy od kontynentu, nieraz natrafiała na ludzi wielokrotnie od niej większych i była do tego przyzwyczajona, jednak mimo to, gdy wielka, ciężka łapa padła na jej ramię, mimochodem przełknęła cicho ślinę czując się dziwnie nieswojo. Wyobrażała sobie scenę w której ona sama odgrywała rolę butelki o drobnej szyjce, zaś wielka łapa miała ją właśnie w tym momencie odkorkować. Celina aż się wzdrygnęła. Na szczęście w rzeczywistości nic takiego nie miało miejsca. Zwykłe poklepanie. Tak, właśnie, a potem niespodziewane konkrety i macanie podbródka, które sprawiło, że chcąc nie chcąc nasz pirat oczami swoimi czarnymi przypatrywał się oczom "szefa". Ten drobny trik sprowadził ją na ziemię, polepszając tym samym koncentrację Celiny z którą nie raz miewała nie lada problemy. Podobno.
Kiedy człowiek-głaz ją puścił– ściągnęła brwi w jedną, prostą linię. Dłonią zaś rozcierała sobie podbródek. Gdy głosy ucichły nastała chwila konsternacji i wzmożonej aktywności umysłowej Janiny, by ostatecznie wznieść nagle dłoń w geście pytania.
-Chwila, chwila…Panie Wilku, bo nie wiem czy pojęłam. Mam iść z nimi…– Tu wskazała na dryblasów –…by potowarzyszyć im, a na końcu pobawić się w kata jakichś dziwek? W zamian odzyskam swe dobra, a i z profitów przyjemniejszych mnie dotyczących jest możliwość spędzenia nocy na jedzeniu i piciu do syta, bądź sytym jedzeniu i piciu? – Zrobiła sugestywną pauzę, by następnie pokazać w uśmiechu swoje pożółkłe zęby. – Cóż…zacnie. Tylko, hm…chwilę czasu to…dzień? Dwa? I może by tak, na początek, tego wspaniałego…początku znajomości, jako zaliczka odzyskać mogłabym mój pas…z bronią? I manierkę? Tą taką większą?– Złożyła dłonie, a oczy jej się zaświeciły jak suwereny. Miała nadzieję, że jej…zleceniodawca od pewnego przymusu, jest na tyle inteligentny, że raczej nie uważa, że ona sama będzie rozpruwała ludzi pazurami, prawda? W każdym bądź razie, gdy dowiedziała się czego chciała, jak i dostała bądź nie to czego oczekiwała, z pewną dozą ulgi opuściła komnatę, a gdy znalazła się na zewnątrz wywróciła oczami i wypuściła gwałtownie powietrze. Dziwne napięcie opuściło jej ciało. Nie miała zamiaru długo stać na śniegu. Udała się więc do owego budynku naprzeciw kowala który był…właśnie, gdzie? To było bardzo dobre pytanie…na które Pani Kapitan znalazła odpowiedź po ładnych kilkudziesięciu minutach spaceru po mrozie. Na początku przyjrzała się drzwiom i zagadnęła do wnętrza przez okna, jeśli w ogóle istniały, a następnie nie pewnie uchyliła drzwi, zaglądając do wnętrza.
-Ahoj…?
Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

19 kwie 2013, 15:17

MG:
Wilkociech już oddalał się od piratki w głąb budynku, gdy usłyszał słowo "zaliczka". W tym momencie zatrzymał się i obrócił powoli.
Jako zaliczkę możesz uznać to, że jeszcze żyjesz, to chyba nie najgorszy układ. Masz iść, jeśli chcesz to nażreć się, potem ubrać i ruszyć z Kosą. Jeśli będziesz się szwendać po obozie, to zaliczkę odbiorę, zrozumiano? Broń o ile dostaniesz, to zapewne chwilę przed zasadzką, a jak nie, to będziesz musiała gołymi rękoma bebechy wypruwać… – zamilkł na chwilę zastanawiając się – Takie życie… – wzruszył ramionami i zniknął za ścianą. Leniwie leżący nieopodal wilk, z oklapniętymi uszami, spokojnie przypatrywał się kobiecinie, która opuściła budynek.
ObrazekTło

Nim Janina na dobre zdążyła otworzyć drzwi, te, popchnięte, szeroko rozwarły się. Piratka upadła plecami na miękki puch, a na nią mężczyzna, który twarzą wylądował w dekolcie. Scena zaiste romantyczna i w teatrze może by wzbudziła gromkie brawa, jednak aktor nie był najlepszy. Ów "mężczyzna" okazał się być brudnym, śmierdzącym nie gorzej od ogra, szczerbatym, pijanym w sztok brzydalem. Chociaż zapewne było mu tam dobrze, to uniósł głowę spoglądając na kobietę. No… Przynajmniej próbując skoncentrować wzrok na jej twarzy, a nie było to na pewno zadanie łatwe, gdyż każde oko w swoją stronę wędrowało.

Ooo… – z pyska wydobył się tak śmierdzący opar, że sam w sobie mógłby służyć za broń . – Ja… Perz… *hip* Prza… *hip* – zirytowany skupił swój umysł – Nie chaciaełm… Alee tu jeests… *hip* takk cudooowanie, że… *hip* jeszczszże skorzyszżatam… – głowa jegomościa ponownie upadła wtulając się w mięciutkie bułeczki niczym w dwa obłoczki. Hm, jakby na to nie spojrzeć, Janina w pewnym sensie mogłaby odebrać to za… komplement?

Wtem, ni stąd ni zowąd, pijak przeturlał się po kobiecie i legł na placu. Raczej nie zginie z zimna, bo wylądował przy ognisku na centrum placu. Sprawcą tego zajścia okazał się być but na stopie będącej częścią nogi łączącej się w miednicy z całym, pokaźnym (brzuchem) ciałem gospodarza przybytku, albowiem ten budynek karczmą się okazał – pustą już. Wszystkie bandziory zachlały pewno mordy, pieniądze wydały i mordą w łóżka, tudzież ziemię, jak widzieliśmy na przykładzie, wryły.

Wstawajże. – powiedział podając rękę służącą w tym wypadku do wspomożenia przy, czasem skomplikowanej, czynności podnoszenia się z ziemi. – Jestem… Nieważne, i tak tu już każdy zapomniał moje imię. Nazywaj mnie po prostu gospodarzem, jak cała reszta tej zamarzniętej dziury. – wszedł z Janiną do środka i zamknął drzwi.

Całkiem spora sala jak na tak nieduży zamek, w takim miejscu. Wtedy było tam cicho i przytulnie, ale na pewno, gdy "zamkowiczów" pełno jest, nierzadko piwsko z krwią i spermą się miesza, bo jak piratka zdążyła zauważyć, swoisty burdelik też funkcjonował tam… gdzieś.

Znaból mi powiedział, że jeśli się tu pojawisz, to prawdopodobnie będziesz połowicznie częścią szajki. Od lat nie było tu pary cycków co dobrze w mordę potrafią dać. Należy do nas jeszcze jedna taka, Śnieżynka, jest najlepszą kurwa w Derin, a do tego doskonałą informatorką. – złapał trochę powietrza hamując swój potok słów. Sięgnął pod ladę. – Tak, rozgadałem się. Tu masz swoje ubrania. Ciepły płaszcz na pogodę i solidne buty. A, że jesteś babą, to masz jeszcze rękawice, co by rączki ci nie zmarzły, potem będziesz mogła lepiej, wiesz… – ręką w powietrzu zrobił gest masturbacji – Znaczy w mordę dać! Oczywiście, to miałem na myśli! – szybko gest zmienił się na taki, jakby kogoś bił. Zaśmiał się. – No, czegoś jeszcze Ci trzeba?
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

25 sie 2013, 17:50

Janina zacisnęła szczęki z których wydobył się siarczysty syk niezadowolenia, kiedy to jej plecy poczuły nagły chłód śniegu, do którego przycisnął ją niespodziewany balast. Nie lekki balast.
W pierwszej chwili nic nie zrobiła, bo przynajmniej od frontu "objęło" ją ciepło pomieszczenia do którego chciała się dostać. Jednak gdy źródło owego ciepełka zaczęło być bardziej rubaszne, a jego zapach był niezgorszy od aromatów samej Pani Kapitan należało coś z tym, zrobić.
-Tak, tak…– powtarzała ze zrozumieniem piratka, po czym położyła swoją dłoń na zwalonego na nią…jegomościa i kiedy go odpychała, "pomagając" mu się z niej zsunąć to jej dłoń naciągnęła skórę jego twarzy sprawiając, że mogła dostrzec zawartość jego buraczanego nochala. Janina jednak nie musiała jakoś się wysilać nadmiernie, gdyż wszystko ułatwiła wielka stopa gospodarza, a następnie jego wielka łapa, która postawiła do pionu Janinę, tak nagle, że ta zachwiała się nie tylko z powodu swej firmowej chybotliwości. Następnie otrzepując się z nadmiaru śniegu weszła w końcu do środka przybytku, rozglądając się i przysłuchując się gadatliwemu i rosłemu chłopu. Kąciki jej ust uniosły się kiedy zdała sobie z tego sprawę. Właśnie kogoś takiego poszukiwała w tej "zamarzniętej dziurze", która jak się okazało znajdowała się gdzieś w niedalekiej odległości od Derinu.
-Znaból? Kto to jest Znaból i co tam możesz mi powiedzieć o waszym "panie i władcy"? Często zdarza mu się porywać…nieświeżych piratów wyrzuconych na lewiatanowe trakty, a następnie odzierać ich z odzienia i wysyłać ponownie na trakty w celu żywota czyjegoś ukrócenia pod groźbą nieoddania ich własności? Czy to taka praktyka na szerszą skalę by pozyskać większą ilość, jak to tam to ujmujecie…Ach, no tak, połowicznych członków bandy? -Skończyła i jednocześnie uderzyła prawą stopą o drewniana podłogę, kiedy to naciągnęła drugiego buta na swą kończynę. Peleryna i rękawiczki leżały zaś na ladzie, do której Celina podeszła i przy której usiadła, kiedy to wręczono jej przyodziewek. Wolała by pierwej jej wierzchnia koszula przyschła, a nie nieprzyjemnie przylegała do jej ciała. Jednocześnie była ciekawa praktyk owego człowieka, który dowodził tutejszymi rzezimieszkami oraz tego czy przypadkiem napad na nią nie był zaplanowany.
Kiedy cisza się przeciągnęła, Janina przerwała ja pukając palcem wskazującym charakterystyczny dla pijusów sposób o blat uśmiechając się przy tym zawadiacko. Gospodarz zapewne nie miał większych problemów ze zrozumieniem tego, iz Celina nie chciałaby kontynuować rozmowy o suchej mordzie.
Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

02 wrz 2013, 23:46

MG

Znaból? To nasz miejscowy, nazwijmy go, lekarz. – powiedział gospodarz drapiąc się po ociepleniu twarzy w postaci gęstego zarostu. – Zdążyłaś już go poznać, leczył ci nogę. Jest dobry w tym co robi, ale ma swoje sekreciki… – spojrzał teatralnie w bok i parsknął – Ech, kurwa, a który pies ich tutaj nie ma! – dostrzegł sugestię piratki. Kręcił głową niechętnie, ale ostatecznie wypełnił wypolerowany, kamienny kufel piwem.
To ciekawa historia z nimi się wiąże! Wilkociech dawno temu krasnoludów opierdolił i mieli to przy sobie. – wskazał brodą na naczynie wypełnione alkoholem – a się karły wkurwiły! Podobno to jakie ich dziedzictwo, sra-ta-ta-ta! – zaśmiewał się żywo – Ale fakt, że piwo w nim zimne i przyjemne. Dobrze wyrobione, to się nie kruszy i łatwo czyści. Hm… A, Wilkociech! – przypomniał sobie pytanie zadane przez piratkę – Ostatni kto o nim mówił zdechł w męczarniach niewypowiedzianych. Mi się jeszcze nieźle żyje, więc siedzę cicho. Jedyne co ci powim to, że jego wilczur sprytniejszy jest od połowy obozu razem wziętego! Może to ci się wydać niewiele, ale i tak jak na futrzaka, hę?
Gospodarz przygotował żarełko i również dał je Janinie. Jak gościć to gościć.
Co do porwań to raczej rzadkość. Nasze szeregi, co by o tych kiepach nie powiedzieć, są raczej elitarne w światku sama wiesz jakim. Takoż dziwi mnie, że jeszcze żyjesz, ale pewnie ma z tym coś wspólnego para zacnych cyców, które masz przy sobie. Może do burdelu cię wezmą. Albo do Khan’Sal przehandlują. Niezły grosz za to wpada. No, albo zostaniesz jedną z nas. Kurwa, nie wiem! – ponownie się zaśmiał.
Skoro ci wyznaczyli, że masz komuś życie zabrać, to choj wie czy to nie sprawdzian jaki. Lepiej miej się na baczności i nic nie kombinuj, dobrze ci radzę. To ci daje największą szansę na przeżycie, dziewojo… – westchnął smutno, ale szybko mu te uczucie minęło.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

04 paź 2014, 13:24

Janina siedziała i słuchała, a stopy jej obie już przyodziane opierały się pewnie o deski tegoż przybytku. Smuciło ją to bardzo i wprawiało w nastrój co najmniej dziwny. Stanu takiego dawno nie pamiętała i przypominać sobie zamiaru nie miała temu też, gdy kufel piwa pod nos podsunięty jej został to obłapiła go swoimi pirackimi paluszkami skrzętnie, jak i szczelnie po czym do ust swych przystawiła. Ciągnęła trunek miarowo wsłuchując się w słowa do niej kierowane. Bawiły i irytowały ją na przemian. W rytm tych odczuć kotłujących się w niej tańczyły jej brwi. Unosiły się i łączyły złowieszczo na przemian.
Praskała, gdy posłyszała o domniemanym sprycie tutejszego Wilka, a po chwili naburmuszyła się gdy to jej osoba była tak jawnie bagatelizowana. Trzepnęła kuflem o ladę i mrużąc oczy posunęła ją domagając się większej ilości trunku.
-Jestem Janina Jastrząb! Po grzbietach mórz licznych okręt swój prowadziłam, miecz swój topiłam w bestiach większych po stokroć od Cie, a oczy me widziały tyle, że grajek przez trzy noce bez przerwy piać by musiał o tym by opisać. Groźby więc te głaskałyby mnie po jajach gdybym je miała, a tak to smyrają mnie po rzyci. Cud że jeszcze nie pierdłam. – Zbulwersowanie ustąpiło miejsca rozbawieniu. Słowa swe zwieńczyła tryumfalnie parsknięciem i jednoczesnym wciśnięciem ręki w podstawioną miskę z jadłem, którego pochwyciła w rękę i do ust wrzucać poczęła, oblizując co jakiś czas paluszki z resztek. Ciągle czkała na dolewkę.
-I nie, nie wiem w jakim świadku elitarni jesteście i skąd pomysł że jesteście. Słowa o was żadnego nie słyszałam, o żadnych dokonaniach też mnie głosy nie dosięgły…– Wymieniała beznamiętnie, choć niewiedza jej z braku zainteresowania innymi niż ona sama mogła wynikać. Wszak co ją jakieś lądowe zgrupowania uważające się za niecne obchodziły, gdy to ona sama na swych chybotliwych nóżkach imię swe sławiła.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 14 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 14 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.