Pałac Sztychu

Położona w południowo-zachodniej części miasta, z pozoru chaotyczna zabudowa składa się z kamienic należących do obywateli Wolenvain. To tutaj znajduje się znakomita większość zakładów rzemieślniczych stolicy.
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

Pałac Sztychu

15 mar 2013, 21:24

ObrazekW rzadziej odwiedzanej przez przypadkowych przechodniów części dzielnicy mieszkalnej ważny obiekt plotek i źródło niestworzonych historii stanowi dumnie moszczący się przy brukowanej uliczce budynek, stylem raczej przypominający okazałą posiadłość niż dom jednej osoby. Piętrowy, opatrzony majestatycznym, dwuspadowym dachem, podmurowany u podstawy sprawiał wrażenie pięknego, choć na swój sposób surowego budynku, do którego wchodzący mogą porzucić wszelką nadzieję już przy wejściu. Atmosferze niepokoju sprzyjały również małe okienka, przez które z zewnątrz tylko czasami widać było niemrawe strużki światła, oraz znana tylko niektórym, lepiej poinformowanym mieszkańcom Wolenvain, nazwa posiadłości, bynajmniej niebudząca zaufania. Pałac Sztychu.
Na przedniej ścianie, nad drzwiami, odpowiednio po lewej i prawej stronie łopotały na wietrze dwa proporce, jednak nikt z oglądających gmach nie był w stanie stwierdzić co właściwie oznaczają. Całe to miejsce przytłaczało nieodparte uczucie tajemnicy i skrytości, a kiep ten, co próbowałby włamać się tu drogą inną niż drzwi frontowe – drewno było twarde i mocne, desek nie przeżarły jeszcze korniki i zgnilizna, fundament nie kruszał, okna nie pękały. Można było śmiało stwierdzić że ten, kto tu mieszka nie życzy sobie żadnych nieproszonych gości.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

16 mar 2013, 07:33

MG:

W delikatnym półmroku, dumnie panującym w momencie przełamywania się dnia w noc, o wolenvaiński bruk miarowo uderzały kopyta, niosąc klekoczący dźwięk wysoko ponad najokazalsze budynki. Wierzchowcowi towarzyszyły cztery osoby, jednak z uwagi na stan jedynej kobiety w tym kwartecie można uznać, iż szli we trójkę – nieprzytomna kobieta o białych jak mleko włosach bezwładnie wisiała w rękach jednego mężczyzny, który bynajmniej nie wyglądał na szczególnie postawnego i silnego, jednak niesienie Złotookiej nie sprawiało mu najmniejszego problemu, mimo, że musiał ją przetaszczyć przez spory kawałek drogi. Gdy osobliwa drużyna dotarła pod drzwi owianego niesławą budynku, jeden z trójki wyszeptał co do pegaza, który natychmiast wzbił się w powietrze i już po chwili był tylko małym, niewyraźnym punktem na szarym, wieczornym niebie. Drzwi Pałacu otworzyły się bez cienia skrzypnięcia, w mroku nieoświetlonym przez nawet jedną świecę zniknęło trzech mężczyzn i jedna, zdana na ich łaskę, kobieta.

Drzwi lekko stuknęły, zamykając się ponownie, zadźwięczał rygiel. Dopiero wtedy kilka wesołych płomyków rozpaliło świece ustawione na srebrnym kandelabrze, rzucając na pomieszczenie trochę światła.
- Pegaz ją tu przyniósł. Zaopiekuję się nią i położę w swojej komnacie – powiedział trzymający Złotooką w ramionach, po czym udał się na górę. Nagle, jakby z cienia, niewidoczni wcześniej mężczyźni poczęli rozchodzić się do swoich pokojów. Przybysz zidentyfikowany, można opuścić gardę.


Po czole i policzkach Złotookiej spłynęła strużka chłodnego płynu, na którą jej układ nerwowy krzyknął, że najwyższa pora wstawać. Łuczniczka odzyskała przytomność. Pierwsze rzeczy, które mogła poczuć od razu? Nie była obolała, przebywała w ciepłym, jasnym pokoju, obok niej siedział zakapturzony mężczyzna, na stoliku obok łóżka leżało coś wyglądającego jak odlany z metalu szpon egzotycznej bestii, w istocie jednak była to rękawica czuwającego nad nią osobnika. Białowłosa nie czuła na sobie znoju podróży, i tak po prawdzie, fizycznie nie dolegało jej nic poza dojmującym głodem. Widząc, że kobieta odzyskuje przytomność, Ktoś siedzący na zydelku obok miękkiego, wygodnego łóżka zawołał głosem szorstkim i niskim, jednak mającym w sobie nutkę władczości i pogardy dla całego świata.
- Edan – drzwi kliknęły, otwierając się. Do środka wszedł rzeczony Edan.
- Przynieś misę z owocami i wino – rzekł siedzący, nawet na chwilę nie przenosząc wzroku na przyzwanego do siebie towarzysza. Dosłownie kilka sekund później na stoliku obok łóżka pojawiła się srebrna, misternie zdobiona misa, z której owoce niemalże wypadały na podłogę, a także kielich, z którego na Złotooką łypało kilka szafirów.

>>Odzyskałaś przytomność. Owocki i wino są Twoje. Mężczyzna po prostu siedzi i na Ciebie patrzy.
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

16 mar 2013, 18:49

Czasem tak bywa, że zamykasz oczy ze świadomością, iż kolejny raz już ich nie otworzysz i niestety znika ci wtedy obraz tego okrutnego świata, na którym usilnie chcesz zostać. Paranoja. Jednakże gorzej jest, gdy jednak okazuje się, że po ostatecznym zamknięciu oczu, nagle coś, jakiś nieznany ci na razie czynnik, uratował ci życie i żyjesz, czując coś, czego nie powinnaś czuć, czego być nie powinno, o ile nie pada deszcz, a ty nie siedzisz aktualnie na pegazie, który unosi się dziesiątki metrów nad ziemią. Pegaz. Sen. Ziemia.

Złota, czując chłodny płyn, którego czuć nie powinna, otworzyła swe złote oczęta. Pierwszą rzeczą, której nie powinna dostrzec, był fakt, że znajdowała się w ciepłym, miłym, suchym pomieszczeniu, że żyła i najwidoczniej nie spadła z pegaza, bo czuła się świetnie jak na kogoś, kto powinien być połamany od stóp do głów. Żyła i była bezpieczna, co nie było ostatnimi czasy cechą jej żywota. Złota wiecznie włóczyła się w niebezpieczeństwie.

Spojrzała w bok i wspomnienie o bezpieczeństwie zaszumiało w najbardziej zapomnianych czeluściach jej umysłu. Tuż obok niej siedział zdecydowanie niebezpieczny zakapturzony mężczyzna, który jako broni używał metalowych szponów. Nie ma to jak z jednych kłopotów wpadać w drugie i się z tego z początku cieszyć. I co z tego, że właśnie burczało jej w brzuchu, jakby połknęła chmurę burzową? Właśnie czekano, aż się zbudzi, aby ją zabić, co brzmiało niedorzecznie, no ale… Ludzie miewali dziwne pomysły, a w ofierze potrafili złożyć nawet własną matkę. Pytanie, co chodziło po głowie temu człowieczkowi.

Drgnęła przerażona, gdy się odezwał tym swoim okropnie szorstkim głosem. Tak, Złota się bała. Łuk! Gdzie był, do jasnej cholery, jej łuk?! To właśnie on dodawał jej odwagi, może czasem i głupiej, ale zawsze odwagi. Teraz jednak, z cichym jękiem, energicznie usiadła na łóżku w najdalszym kącie od osobnika, przywdziewając maskę drapieżności. Tak, chciała by wiedział, że nie zamierza dać sobie zrobić krzywdę. Zaburczało jej ponownie na widok misy. Co z tego, że jakimś tam Edan przyniósł miskę pełną owoców? Mogły być potrute, smakowicie wyglądające i potrute.

Kim jesteś?! I… I czego chcesz?! – Spytała, nie spuszczając wzroku z nieznajomego, który najwidoczniej nie zamierzał sam jej niczego wyjaśniać. Jak to się mogło stać, że ze grzbietu pegaza znalazła się w jakimś przytulnym pomieszczeniu? Porwanie zaaranżowane przez skrzydlatego? Może jednak nie chciała poznać prawdy? Czasem niewiedza bywała żyłą złota.

Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

16 mar 2013, 20:16

MG:

Zdecydowanie niezaskoczony gwałtowną reakcją białowłosej mężczyzna nawet nie drgnął. Łuczniczka wciąż nie mogła zobaczyć jego oczu, które uparcie wbijał w podłogę, jednak jego szorstki głos już po chwili znowu rozległ się w zaskakująco cichym domu.
- Nie miotaj się, mała. Zjedz coś. Nie wiem, ile byłaś w powietrzu, u nas leżysz od trzech dni. Gdybym chciał zrobić ci krzywdę, nie marnowałbym trucizny na owoce i wino – rzekl, jednak po chwili zrozumiał, że właściwie pominął drugą część pytania. Zmienił pozycję lewej ręki, skrzypiąc zachodzącymi na siebie płytkami. Prawica wciąż spoczywała poza zasięgiem wzroku Złotookiej.
- Jestem Norian. Chcę, żebyś coś zjadła. Nie po to ja i Aive trzymaliśmy cię przy życiu żebyś teraz umarła z głodu. Zaufaj mi. Gdybym chciał cię skrzywdzić, zrobiłbym to już wielokroć – na korytarzu rozległo się ciche skrzypienie desek, którego mężczyzna nie puścił mimo ucha, jednak nie dał po sobie poznać usłyszenia czegokolwiek w żaden sposób.
Czekał, jednak widać było, że nie rzuci się na Złotooką. Jego poza nie bła groźna, co najwyżej… niepokojąco obojętna.
Tak, jakby zupełnie nie przejmował się tym, że łuczniczka jest przerażona do granic możliwości.

Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

16 mar 2013, 23:59

Fakt, jedno było pewne, facet mówił prawdę. Złota mogła uznać jego prawdę za kłamstwo, ale wtedy musiałaby zacząć siebie oszukiwać, a dobry wojownik i elf, który zamierzał pozostać mądrym, pełnym sił życiowych elfem i w dodatku poczytalną istotą, nie powinien sobie kłamać. Złotooka za dużo myślała, próbując po prostu zrobić jedno i zaufać człowiekowi, który skrywał twarz. Czemu w pomieszczeniu ją ukrywał? Jej kaptur już dawno zleciał z twarzy, a może i on sam go zdjął. Tajemnice… Czy powinna domagać się ich wyznania, skoro widać było, że jest gościem i to prawdopodobnie niemile widzianym, choć dobrze przyjętym? No cóż. Skoro mężczyzna, mimo dziwnej rękawicy, nie chciał jej zabić, to powinna spełnić jego żądanie i zacząć jeść, a przy okazji mu nie podpadać. Sama była głodna i spragniona, a ta bogata w owoce misa była przyniesiona specjalnie dla niej.

Teraz, jak w ten sposób o tym pomyślała, to nieco ją to wzruszyło. Nikt nigdy, oprócz babci oczywiście, nie trudził się, aby mroczna elfka miała wszystko, czego jej potrzeba do życia i w żaden sposób się o nią nie troszczył, a ten obcy jej człowiek… Mimo że był jakiś taki chłodny, to leżało mu na duszy to, aby nie była głodna. Nie ukazała jednak w żaden sposób wzruszenia. Przesunęła się na łóżku i usiadła na przeciwko towarzysza, biorąc się za konsumpcję owoców. Wzięła nawet misę na kolana, aby nie było jej głupio tak sięgać raz po raz po kolejne przysmaki. Po chwili milczenia zagadała, bo strasznie ją męczyła cisza, a i ciekawość brała górę.

W powietrzu byłam jakieś trzy dni… Może więcej. Straciłam rachubę. Jak się tu w ogóle znalazłam? – Spytała cicho, mimo to i tak jej głos ostro przerwał panującą ciszę. Odchrząknęła, jedząc kolejne owoce. Dość szybko znikały z misy. – Dziękuję Norianie – Szepnęła, nie patrząc na niego. Wzrok miała wbity w trzymane naczynie. Oddychała powoli. Nie bała się już, teraz jedynie okazywała wdzięczność, bo gdyby nie on i jego bliscy, to byłoby zapewne po niej. Padłaby z wyczerpania organizmu.

Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

17 mar 2013, 13:47

MG:

Wciąż wlepiając wzrok w podłogę Norian nieznacznie uniósł kącik ust. Był zadowolony faktem znikania kolejnych owoców. Przynajmniej nie musiał magią zmuszać jej do jedzenia, takie rzeczy pochłaniały zbyt dużo energii i rujnowały zalążki zaufania. Dobrze, że łuczniczka zdobyła się chociaż na tyle rozwagi, że nie popełniła samobójstwa przez zagłodzenie. Jeszcze coś z niej będzie. Szybko przekalkulował słowa Złotookiej. Sześć dni bez jedzenia, bez wody, bez odpoczynku. To cud, że do przywrócenia jej w szeregi przytomnych i względnie zdrowych istot wystarczyła prosta magia i trochę naturalnych metod. Zanim zdążył przemyśleć odpowiedź, białowłosa podziękowała mu. Tak… tak ogólnie.
- Nie dziękuj, elfko. Znalazłaś się tu prosto. Twój wierzchowiec wylądował na samym środku miasta, kurczowo trzymałaś się jego szyi. Pegaz noszący nieprzytomne białogłowy nie jest zwykłym widokiem nawet tutaj, w Wolenvain – nazwę miasta wypowiedział z wyraźną pogardą w głosie. Po krótkiej chwili milczenia podjął przerwany wątek.
– Gdybyśmy nie przyprowadzili cię tutaj, jak swojej, zaraz rzuciliby się na ciebie tutejsi magicy, szarlatani i inny plebs. Mogliby nawet zrobić ci krzywdę – wypowiadał te słowa cicho, a jego szorstki głos sprawiał, że brzmiało to nader wiarygodnie.

Jego kaptur nieznacznie drgnął, szyja skrywana przez ciężki materiał poruszyła głową. W ułamku sekundy mężczyzna zniknął ze stołka, na którym siedział i zmaterializował ponownie, przy drzwiach do izby, plecami do Złotookiej. Szarpnął klamkę i wciągnął prawą dłonią, której kolor przypominał kredę, osobę stojącą po drugiej stronie, nie dając jej możliwości ucieczki. W powietrzu mignęła ogniście ruda, pomarańczowa wręcz czupryna. Norian jedną ręką ściskał drobny nadgarstek odzianego w krótką, zieloną tunikę dziewczęcia.
- Aive, musisz się jeszcze wiele nauczyć. Nie daj się tak łatwo wykrywać – zwrócił się w stronę Złotookiej, wciąż nie nawiązując kontaktu wzrokowego – poznaj Aive, dziewczynę, która zajmowała się tobą przez dwa dni, zanim uznała twój stan za wystarczająco stabilny, żeby próbować cię budzić – powiedział, puszczając rudzielca, który natychmiast radośnie podszedł do łóżka łuczniczki i przysiadł na jego brzegu.
- Przepraszam za niego, mógł mnie zawołać od razu. Twój pegaz, łuk, wszystko jest bezpieczne. Jak tylko się wykurujesz oddam ci każdą jedną rzecz. Ale na razie nie wstawaj. Może i czujesz się dobrze, ale ja znam Noriana, masz teraz na sobie tyle zaklęć znieczulających, że miecz wbity ci w udo nie bolałby bardziej niż wyrwanie włosa. Tak szczerze, myślałam, że umrzesz, w przytułku już nikt nie podjąłby się leczenia. I, jako, że ten gbur pewnie tego nie zrobił, pozwól mi przywitać się w Pałacu Sztychu! – trajkotała chabrooka, jednak jej głos był ciepły, opiekuńczy, przez co potok słów nie przytłaczał umysłu i nie budził irytacji.
Złotooka była tu bezpieczna. Przynajmniej na razie.

Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

17 mar 2013, 17:58

Mroczna elfka z uwagą słuchała odpowiedzi Noriana. Owoce nadal znikały z misy, choć zdecydowanie wolniej. Zjadła już raczej aż nadto, patrząc na jej ostatnie racje zwykłego, codziennego posiłku. Mimo tekstu mężczyzny, i tak była wdzięczna mieszkańcom budynku, że zabrali ją i zaopiekowali się jej wycieńczonym, półżywym ciałem.Jej wierzchowiec najwidoczniej chciał ją zabić… No cóż. Norian powinien wiedzieć, że pegaz nie należał do niej oraz, że był niebezpieczny. O mało co jej nie zabił. Mógł to zrobić każdemu z nich i jeszcze ludzie. Co gdyby tak trafiła w szpony któregoś ze wspomnianych szarlatanów lub innych wolenvaińskich oszołomów?

Wiedz, iż pegaz, który praktycznie próbował mnie zabić, nie jest mym wierzchowcem i wierz, że nie każdy pomógłby białogłowej w takim przypadku… - Mruknęła, dziobiąc jakieś grona. Spojrzała na mężczyznę, który właśnie na jej oczach zniknął. Rozejrzała się wokół i zauważyła go przy drzwiach. Świetnie. Jeszcze magii jej tu brakowało, jednakże nie śmiała tego powiedzieć na głos. Może i bała się magii, ale to tylko dlatego, że jej nie znała. Pod okiem Noriana nie czuła strachu. Wiedziała, że nic by jej nie zrobił, bo przecież do tej pory mógł ją zabić na setki różnych sposobów, a tego nie zrobił. Złotooka nie spodziewała się, że mężczyzna wciągnie do środka dziewkę, która prawdopodobnie tak myszkowała za drzwiami pokoju. Zaraz została przedstawiona elfce jako Aiva, o której wcześniej wspominał. No cóż… Oczywiście Złotooka musiała jej podziękować za opiekę, bo nie byłaby sobą.


No… Mi mówią Złotooka. Dziękuję ci, Aive, za opiekę. – Obdarzyła rudzielca miłym uśmiechem. W przeciwieństwie do Noriana, ta była o wiele bardziej weselsza i rozgadana. Nieco to przerwało, prawie że wieczną, ciszę w pomieszczeniu. Miała ponownie zaprzeczyć, że pegaz nie jest jej, ale Aive nie dała jej dojść do słowa. Przynajmniej dowiedziała się, że jej ruchomości są bezpieczne, a także że w jej ciele tkwiła znieczulająca magia. To stąd nic ją nie bolało. Nie wiedziała, czy czuła się z tą informacją lepiej, czy może gorzej. Choć… Nie, to że czuła się dobrze, było o wiele lepsze, niż zwijanie się z bólu. Magia dostała plusa u Złotej.


Pałac Sztychu? – Spytała z ciekawością, rozglądając się wokół. Nigdy nie słyszała o żadnym Pałacu Sztychu i to w Wolenvain, sławnej stolicy. Ciekawe, czy budynek znajdował się gdzieś w centrum, obok rynku, czy może w jakichś najdalszych zakamarkach miasta…

Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

18 mar 2013, 09:33

MG:

Cała sytuacja wydała się Norianowi dalece mniej klarowna, a jego nader przenikliwy umysł starał się usilnie poukładać fakty w jedną, spójną całość.
Tak więc pegaz nie był jej wierzchowcem. Interesujące. Dlaczego więc o nią dbał? Kurwa, kim jest ta elfka? – pomyślał. Skoro ten piękny, czarny i – co stwierdził jeden z wciąż żyjących Dziewięciu, szczególnie biegły w rozpoznawaniu magii i magicznych aur – bardzo potężny pegaz nie należał do niej, kim ona była? I ten pierścień. Pięknej roboty, fakt, ale nie w tym leżała rzecz. To samo Ostrze (jak zwykło się nazywać pojedyncze jednostki z Dziewięciu) zbadało drogę, którą szmaragd przesyłał energię – wiodła ona do samego serca Lasu Cieni.
Agentka Imperium? Wysłanniczka Lokent? Las Cieni wszak graniczy z Księstwem, mogli spotkać się w połowie drogi. Z drugiej strony, nie jest potężna. Otoczona zagadkami, jednak środek całkiem miękki. Norian nie miał pomysłu, co dalej czynić. Wypuszczenie jej mogłoby być katastrofalne w skutkach, zwłaszcza, że niezamieszana w sprawy Dziewięciu nie powinna opuścić Sztychu żywa. Zabicie jej z kolei bez ochyby rozsierdziłoby jej pracodawców, rodzinę, Zakon, czy czymkolwiek na Trilla była ta łuczniczka. Po raz pierwszy od dawna w ręce Dziewiątego dostał się ktoś, kto nie miał jasno określonego przeznaczenia, a mało tego – ktoś, o kim Norian niczego nie wiedział. Postanowił jednak na razie pozwolić na płynięcie rozmowy pomiędzy Aive a Agentką, choćby dlatego, że w stosunku do rudzielca stała się jakby… rozmowniejsza.

Chabrowe oczy medyczki spoczęły na kobiecie, która przedstawiła się jako Złotooka. To dobre imię, pasowało do niej. A przynajmniej do jej oczu.
- Ano tak. Pałac Sztychu. Miejsce właściwie nieznane przez wolenwaińczyków pod taką nazwą. Jesteśmy w dzielnicy mieszkalnej, kawałek na uboczu. Mogę zapytać cie o twój pierścień? Ten z zielonym kamieniem. Skąd go masz? Mogłabym przysiąc, ze już kiedyś taki widziałam – oczy Aive dosłownie wwiercały się w Złotooką, licząc na odpowiedź.
Jeden Norian mógł pamiętać, gdzie widział taki pierścień.
Nie pamiętał.

Post krotszy, bo pod koniec zrypaly mi sie polskie znaki i musialem kopiowac i wklejac z sb, a ze siedze w szkole nic z tym nie moglem zrobic. Ale to, co chcialem przekazac przekazalem, choc moze w troche niedoskonalej formie:3
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

18 mar 2013, 12:06

Odstawiła pustą misę na stoliku. Niechybnie dzięki cudowi, wmusiła w siebie resztę owoców. Nigdy nie pomyślałaby, że zdolna by była wchłonąć całą misę owoców, ale skoro tyle czasu nic nie jadła. Mogła umrzeć. Nie rozumiała, czemu pegaz najpierw ratował jej życie, by potem próbować ją zabić… Może miał problem z wylądowaniem i wcale nie działał na jej szkodę, albo Jarowit miał silniejszą władzę nad magią, niż myślała i jej zagrażał? Zapewne nigdy nie będzie jej dane się tego dowiedzieć, bo pegaz nie zechciał odpowiedzieć na żadną z jej wcześniejszych próśb. Ciekawe, co z tym mężczyzną z jego… głowy? W sumie Złotooka nawet nie wiedziała, gdzie była, gdy pegaz ratował ją przed klaunem. Siedziała mu w głowie? To by było nieco dziwne.

No cóż. Teraz jednak była tu, w Pałacu Sztychu, i Aive miała pytanie. Jako jej osobista uzdrowicielka zasługiwała na odpowiedzi na tak banalne pytania. Złota nie miała względem pierścienia żadnej tajemnicy, aczkolwiek nie wiedziała, jak mieszkańcy pałacu zareagują na to, że jest u nich mroczna elfka, która szlaja się po Lesie Cieni i spotyka niewinne istoty, z którymi sobie rzekomo rozmawia, a potem dostaje prezenty, które z pewnością nie są zwykłe, a magiczne. Norian pewnie wiedział, że posiada magiczny pierścień. Nie znała się na magii, ale pewnie, jako magicznie uzdolniony, wyczuwał takie rzeczy. Nie dość, że dostała pierścień, to nie oddała Karmazynowi zwierciadła, które nadal miała gdzieś ukryte w torbie. To podchodziło pod złodziejstwo, a elfka nie chciała na razie tego roztrząsać.

Ten pierścień? – Spytała elfka, spojrzawszy na pierścień, który tkwił na jej palcu. Szmaragdowy kamień nie pasował do niej, jakoś zawsze, gdy na niego patrzyła, ta myśl pojawiała się w jej głowie. – To prezent od pewnej… znajomej z Lasu Cieni. Dała mi go, aby mnie wezwać w razie potrzeby, choć, gdy teraz o tym myślę, to wątpię, czy miałabym wystarczająco umiejętności, aby jej pomóc. Miejmy nadzieję, że nigdy nie nadejdą kłopoty, które zmusiłyby jej potężną postać, aby mnie wzywać. Jestem tylko mroczną elfką… – Patrzyła na szmaragdowy kamień, który przywodził jej na myśl Las Cieni. Kiedy to było, niby nie tak dawno, a czas mija i mija. Skrzat, to on wtedy zaprowadził ją do Dobrej Pani, aby jej pomogła i na szczęście nie zdążyła jej zawieść. Może to dobrze się stało, że ją wtedy odesłała… Złotooka spojrzała na Aivę, jakby właśnie sobie przypomniała o jej towarzystwie. Jej wzrok padł na piękne oczy rudowłosej. Heh… Złota na swej drodze ponownie spotkała rudzielca. Pierwszy był wesołym skrzatem, drugi dowcipnym młodym człowiekiem, trzeci był klaunem i chciał ją zabić, a czwarty uratował ją od śmierci. Może wcale rudowłosi nie przynosili jej pecha.

Aive, masz bardzo piękne oczy… – Stwierdziła szeptem, patrząc w oczy, z pewnością nadtowarzyskiej, dziewczyny. Pytania. Wiedziała, że zaraz usłyszy z jej ust kolejne i cieszyła się z tego powodu. Przynajmniej miała z kim pogadać i mogła się odwdzięczyć, przynajmniej trochę, za pomoc sobie daną.

Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

01 kwie 2013, 03:54

MG:

Zafascynowana, chabrooka dziewczyna słuchała historii pierścienia i potężnej, leśnej istoty. W młodości sama chciała być kapłanką Ylminy, jednak pewne okoliczności uniemożliwiły jej tę ścieżkę. Nie porzuciła jednak idei niesienia pomocy i przynoszenia ulgi cierpiącym, łącząc ambicję rodzica z własną pasją w postaci rozpoczęcia nauki o anatomii i medycynie półmagicznej. Półki jej pokoju zajmowały coraz to kolejne almanachy pełne rycin, zawiłych tekstów, zaklęć i odręcznie pisanych komentarzy nauczycieli, na których ojciec rudej medyczki nigdy nie oszczędzał.

Norian natomiast patrzył na całą sytuację ze znacznie mniejszym spokojem. Narastało w nim poczucie beznadziejności. Każda jedna wysnuta przez niego teoria legła w gruzach. Złotooka nie mogła być agentką Imperium. Wątpliwym było również, by służyła Autonomii, nie pochodziła zza wschodniej granicy Aparilume. Jedyną względnie wiarygodną hipotezą było założenie, że… elfka jest po prostu przybłędą, która znalazła się w wyniku splotów nici przeznaczenia tutaj, w siedzibie Dziewięciu.
I byliby tak oboje umarli w swoich rozmyślaniach, gdyby nie delikatny szum telekinezy słyszalny za oknem. Białowłosy mężczyzna w dwóch krokach znalazł się przy oknie, wyglądając na zewnątrz. Jego źrenice zwęziły się, twarz przybrała bardzo skupiony wyraz. Tak, jakby z kimś telepatycznie rozmawiał – co, nawiasem mówiąc, właśnie robił. Jego oczy chwilę później spoczęły na wpatrującej się weń Aive, czekającej na informacje jak pies na resztki z uczty.
- Aive, chodź. Laif i Edan przyprowadzili jakiegoś rannego chłopaczka, trzeba się nim zająć. A Ty, Złotooka – zwrócił niezmiennie zimne spojrzenie na elfkę – śpij. Potrzebujesz odpoczynku – jeszcze nim przestał mówić miał rękę uniesioną na wysokość twarzy Złotookiej. Elfka ujrzała przed oczami czarne plamy, i już po chwili osunęła się w miękkie objęcia kojącej ciemności. Gdyby tylko mogła odczuwać podczas snu ból, krzyczałaby wlorvengłosy, bowiem wszystkie zaklęcia hamujące cierpienie przestały działać. Magiczny sen miał potrwać aż Norian będzie mógł znów się nią zająć.


Białowłosy i jego znacznie niższa, ruda towarzyszka wyszli z pokoju, w którym ułożyli Złotooką. Popatrzyli na siebie, mężczyzna pokręcił głową.
- Wiesz mała, czasem chciałbym wiedzieć wszystko. Ta stanowi dla mnie cholerną zagadkę. Nie wiem o niej nic. Po co ci był ten zdrowy młodzieniec z ubytkami? – zapytał swoim klasycznie szorstkim głosem, który jednak w obecności jedynie Aive stał się znacznie cieplejszy, niemalże przyjazny.
- Pamiętasz tę cholernie starą, rozpadającą się księgę, którą miał przy sobie ten biedny staruszek, którego zakłuliście? Była tam wzmianka o alchemiku-medyku Helcie, który zakładał, że niektóre elementy ciała można zastąpić żywym metalem. Mam odpowiedni stop, znam zaklęcia. Brakowało mi tylko obie… – urwała, bowiem drzwi otworzyły się, ukazując Laifa uśmiechniętego kącikiem ust, tak, jakby to, że trzyma właśnie w powietrzu około osiemdziesięciokilogramowy ciężar nie robiło na nim większego wrażenia. Fioletowy płomień zgasł, a bezwładne ciało Da'rana pacnęło delikatnie o podłogę. Tuż za czarnowłosym do Pałacu wmaszerował Edan, zamykając starannie za sobą drzwi.
- Pamiętam go. Był niedawno w przytułku, opatrzyłam mu rękę. Chciał, żebym mu pomogła. Cóż, wygląda na to, że teraz się z nim dłużej… pobawię. Przenieście mi go do pracowni. – ciało mordercy Czubków znów spowiły wrzosowe płomienie, unosząc wyglądającego na całkiem nieżywego Da'rana nad ziemię.

Minęły cztery godziny. Lider Dziewięciu uznał, że to najwyższy czas, by zajrzeć do pracowni rudzielca. Wiedział, że jeżeli znał ją dobrze (a znał ją nad wyraz dobrze), to na pewno coś sknociła i w najlepszym przypadku dostarczony tutaj chłopak jest już denatem. W gorszych przypadkach będą musieli radzić sobie ze stratą rudej i dzikim, niemożliwym do opanowania mutantem powstałym w wyniku zawiłych eksperymentów. Schodząc po uroczyście milczących schodach wykonanych z ciemnego, aromatycznego drewna słyszał bulgotanie dochodzące z laboratorium Aive, jej małego królestwa, do którego niechętnie wpuszczała innych, a już na pewno nie pozwalała nikomu dotykać jej zabawek. Norian uchylił wzmocnione, ciężkie drzwi, trzymając dłoń na rękojeści. Medyczka zaskoczyła go – nie dość, że wciąż żyła, to wciąż nieznany im z imienia Da'ran oddychał i przejawiał normalne funkcje życiowe. Wyglądał jednak znacznie gorzej niż osoba, która płonęła na fioletowo, a i Ruda nie prezentowała się tak dobrze, jak kilka godzin temu. Włosy miała zebrane z tyłu w niedbały kucyk, starannie ułożone fałdki ubrania nijak nie przypominały założonego teraz fartucha. Mimo tego, że z piękności zmieniła się w pospolitą, rudą myszkę, to nie ona była tą, która przeszła najgwałtowniejsze zmiany. Lewa część twarzy Da'rana… cóż, właściwie niełatwo jest przystępować do opisywania czegoś, czego nie ma. Papka, która została z nosa została dokładnie wybrana i wycięta, brakowało również ciała od kości jarzmowej po dolne partie żuchwy. Wyglądało to tak, jakby coś cholernie głodnego ugryzło Da'rana w twarz i wyszarpało nos i policzek, wszystko to jednak z chirurgiczną precyzją i gładkością. Zaskoczony zmasakrowanym licem mężczyzny Norian uśmiechnął się ironicznie.
- Coś ty mu, mała wariatko, zrobiła?
- Wdało się zakażenie, od skroni aż po szczękę. Musiałam wyciąć, inaczej poszłoby w mózg i byłoby trzeba palić ciało. A to cholernie śmierdzi. Przygotowałam już metal, zaklęłam go, zaraz będę zalewać. Chyba. Helt nie napisał nic o skutkach ubocznych. Nie wiem, czego mam się spodziewać. – jej ciepły, przyjazny głos nijak nie pasował do wyglądającego co prawda schludnie i czysto, niemniej jednak upiornie laboratorium.
- Zalewaj. W razie czego cię osłaniam.

Wystarczająco zachęcona Aive wstała, poprawiła ułożenie fartucha, uniosła ręce i przymknęła oczy. Po chwili świece w pokoju zgasły, kucyk spięty z włosów rudej pękł, przeradzając się w burzę. Medyczka unosiła się kilkanaście centymetrów nad podłogą, z rękami uniesionymi wysoko ponad głowę. Wyglądała bez mała jak bogini rzucająca zaklęcie końca świata. Kres czasów jednak nie nastąpił, zamiast tego gęsta, płynna ciecz z uniosła się z ceramicznej miseczki i zaczęła w pełni kontrolowany sposób układać się i zastygać na twarzy Da'rana. Biegły w wyczuwaniu magii Norian poczułby ciepło na tatuażu w okolicy kostki gdyby ktoś wystrzelił w jego przytomności iskrę z palców. Teraz skomplikowany wzór na nodze Lidera niemalże płonął. Stężenie energii w powietrzu było niezwykle wręcz wysokie.

Kiedy już twarz nieprzytomnego obiektu wyglądała tak, jak pierwotnie – bowiem Aive zapamiętała łucznika, jako, że widziała go w normalnym stanie nie dalej niż kilkanaście godzin temu – inkantacja pękła. Ruda wypadła ze stanu lewitacji, powietrze przeciął jej ostry jak sztylet krzyk. Upadła na ziemię krwawiąc z nosa. Chciało jej się śmiać i rzygać na raz – wyczerpanie tak skomplikowaną formułą uniemożliwiało jej, zdolnej wszak medyczce zatamować głupiej strużki krwi. Norian nie podbiegł do niej, nie zapytał, czy wszystko jest w porządku. Znał Rudą. Wiedział, że wszystko jest w porządku.
I miał rację. Już po chwili chabrooka wstała, klnąc pod nosem, podkuśtykała do stołu, na którym leżał Da'ran i popatrzyła na jego nowe, odrodzone oblicze. Pierwszą rzeczą, jaką przychodziła na myśl jej, jako biegłej w naukach o świecie, była rtęć. Dotknęła twarzy wciąż nieprzytomnego mężczyzny. Była chłodniejsza i twardsza niż normalne ciało. Zaniepokojona możliwością wystąpienia komplikacji wniknęła głębiej, wpuszczając coś na kształt sondującej, umysłowej macki. To, z czym zetknęła się szczerze ją zaskoczyło. W metalu uformowały się małe kanaliki i połączenia nerwowe, organizm traktował wstawkę jak… normalne ciało. Nos zdawał się pełnić funkcje nosa, możliwe było oddychanie przezeń, nie powinno też być problemów z odczuwaniem zapachu. Całe "nowe ciało" wyglądało jak ciemny, grafitowy kuzyn rtęci. Aive nie była w stanie pojąć, w jaki sposób wstawka ta może działać. Obiecując sobie, że poświęci dziełu Helta znacznie więcej czasu, przystąpiła do zaklęcia wybudzającego, które nie poszło szczególnie opornie.
Da'ran żył i był przytomny.
- Witaj, młodzieńcze. Jak się czujesz? – spytała chabrooka.


>>Dobra, po kolei.

Złotko, możesz skrobnąć coś o wydarzeniach do momentu uśpienia Cię, ale nie musisz. Zaniedługo się Tobą zajmę.

Da'ranie. Masz twarz. Srebrną. Nie wiem do końca, jak Ci to opisać. Może łatwiej będzie obrazem: KLIK
Tę część wewnątrz czerwonego szlaczka masz zmienioną. Materiał to jest coś o połysku rtęci, ale trochę ciemniejsze. Taka ciemna rtęć. Czujesz się normalnie, możesz przez to oddychać, nie boli Cię to, nie swędzi, nie odczuwasz dyskomfortu. Pod palcami czujesz, że jest twardsze i chłodniejsze. Jeżeli miałbyś jakieś pytania, wal na PW / GG, bo jest późno i mogłem o wszystkim nie wspomnieć.
I chyba jednak wyszedłeś z twarzą ;)

Wróć do „Dzielnica mieszkalna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 22 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 21 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52247
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.