Podwichra

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 923
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

Podwichra

23 lut 2015, 19:51

Jakieś dziesięć mil od Nalinu, niemal u stóp Wichrowych szczytów, gdzie kamieniste, górskie tereny ustępowały już żyznym ziemiom, które niegdyś wydarto lasom, leżała niewielka wioska. Przez jej mieszkańców ochrzczona została Podwichrą, a jej, nieco może niefortunna, lokalizacja sprawiła, że nigdy nie rozrosła się do tak ogromnych rozmiarów jak niektóre siostry. Ale tak jak i one miała swoją funkcję. Żadna z obecnych w Autonomii wsi nie powstawała bez powodu, a każda miała w skomplikowanym feudalnym układzie swoje miejsce i określoną rolę. Większość żyjącej w Podwichrze ludności od dawna wydzierała dzielnie okolicy glinę, która następnie trafiała do kolejnych przetwórców, czy też samego Nalin. Glina ta była przeciętnej jakości, nie była też wydobywana na ogromną skalę, jednak jej sprzedaż przynosiła zyski, a to wystarczało.

Budynki w Podwichrze ułożone były szeregiem, wzdłuż pojedynczej, głównej drogi, która przechodziła przez wieś i kończyła się kilkadziesiąt stóp dalej, przy odkrywkowej kopalni gliny. Układ ten sprawiał, że we wsi nie było właściwie centralnego punktu, ale też nie był on nigdy bardzo potrzebny. W razie jakiejkolwiek konieczności mieszkańcy zbierali się przed domem sołtysa.


Chat było dwanaście, każda wyposażona w swoje pole uprawne. Drewniane i kryte strzechą budynki, nie wyróżniające się w żaden sposób od tysięcy innych, które podróżny mógł ujrzeć w Autonomii. Świadczyły o zwyczajnym, ni bogatym, ni też biednym życiu zamieszkujących je osób (jak na chłopskie standardy, oczywiście). Idąc do wsi od strony Nalin przybywający mógł dostrzec, że siedem z chat było po jego prawej stronie, pozostałe pięć zaś po lewej. Przy kilku domach można było dostrzec wozy. W centrum wsi, naprzeciwko siebie, znajdowały się dwa większe od pozostałych budynki. Jednym z nich był sporawy, wyposażony w niewielką stajnię dom sołtysa. Naprzeciw zaś znajdowała się jednopiętrowa, acz wyższa od innych budowli karczma, połączona z mieszkaniem gospodarza. Nie była duża, przeznaczona jedynie dla mieszkańców, którzy udawali się do niej wieczorami po skończonej pracy. Podwichra była oddalona od traktów, więc też nie widywała zbyt wielu podróżników.


Wspomniana kopalnia gliny była kołem (choć zdecydowanie krzywym) o średnicy około dwudziestu metrów. Mieszkańcy wioski spędzali w niej większość dnia wydobywając surowiec, którego lwia część następnie trafiała do okolicznego władyki, a niewielką ilość każdy pracujący mógł zabrać i sprzedać, czy też spożytkować na własną rękę. Choć oczywistą rzeczą było, że gdy nikt nie patrzył "robotnicy" napychali kieszenie ile wlezie i w każdym tutejszym domu nie brakowało glinianych naczyń.


W osadzie znajdowała się wieża rycerska, w której mieszkał pan Felnerik z rodziną. Miał on żonę, trzech synów i dwie córki. Żadne z jego dzieci nie odeszło jeszcze z domu, choć najstarszy syn miał już dwadzieścia lat, a pozostała dwójka siedemnaście i szesnaście. Wieża była o kamiennej podstawie i pierwszym piętrze, w dalszej części zbudowana z drewna. Taka konstrukcja miała chronić ją przed próbami podpalenia ze strony wszelkich napastników. Była wysokości czterech pięter. Dość duża aby pomieścić całą rodzinę i jej niewielką służbę, choć sama żona pana Felnerika narzekała, że jest w niej zbyt ciasno. Z zewnątrz nie było żadnych dostrzegalnych ozdób, dach był kryty strzechą.

[/i]
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Moluvadaresz Syn Mroku
Posty: 15
Rejestracja: 23 sty 2015, 23:39
Lokalizacja postaci: Podwichra
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51808

23 lut 2015, 22:12

Moluvadaresz dotarł na miejsce pierwszy. Środek nocy nie przeszkodził mu w błyskawicznej ocenie wioski i uchwyceniu rozkładu jej budynków – bardzo zresztą prostego – w przeciągu chwili. Obnażył zęby w dzikim uśmiechu na widok wieży. Być może w jej środku znajdzie się mag… i ta noc będzie jeszcze bardziej interesująca. Mag, jeśli istniał, należał do niego.

Sytuacja była doskonale prosta. Powierzchniowcy umrą w swoich łóżkach, dławiąc się krwią, zanim zorientują się, co się stało. Być może część z nich lepiej będzie obudzić, żeby było więcej zabawy… Moluvadaresz rozkoszował się możliwościami, jakie roztaczała przed nim ta noc. Będzie długa i pełna radości, wiedział to. Ten dziki, szalony uśmiech, jaki ciągle był przyklejony do jego twarzy, już niedługo stanie się krwawy.

Jego ekscytacja musiała udzielać się pozostałej trójce. Tusadaresz, Niserilia i Meladris byli tuż za nim. Jego aura wzmocniła się i pomroczniała jeszcze bardziej; musieli to wyczuć.

– To nasza godzina, bracia i siostry… Nadszedł czas… Ta wioska będzie doskonałą rozgrzewką… Jej ruiny będą naszym pierwszym krokiem na drodze do ich miasta… – mówił, pozwalając, żeby jego mroczna furia przesączyła się w jego słowa. Podniósł swoje ostrza na wysokość głowy; drżały, jak jego ręce, nie mogąc doczekać się skąpania w krwi.

– Wyrżnijmy ich wszystkich we śnie… – powiedział. – Ruszajmy… Zajmijcie się domami…

Zbliżając się do budynków pod osłoną nocy, pierwszym, co uczynił, była weryfikacja tego, czy ktoś z mieszkańców siedliska tych wszy był przytomny i czujny. Jeżeli nikogo takiego nie było, unikając ewentualnych źródeł światła i pozostając w ciemności przeszedłby jak najbliżej wieży, po czym utworzyłby cień na jej szczycie i wysiłkiem woli przeniósłby się do niego. Czuł, że wejście tam będzie otwarte od tamtej strony, i nie mógł się doczekać masakry, jaką urządzi w środku budynku.

Awatar użytkownika
Meladris Szara
Posty: 12
Rejestracja: 18 lis 2014, 15:17
Lokalizacja postaci: Podwichra
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51874#51874

25 lut 2015, 16:30

Meladris poruszała się przez noc, nie szeleszcząc szatami wcale. Przyglądała się wiosce pogrążonej w ciemności, uśpionej i nieświadomej końca, jaki nadchodził, krok po kroku. Czas śmierci zbliżał się. Potrafiła już niemal zobaczyć krew na swoich rękach. Gęsty, pełen strachu, szkarłatny sok spływający między jej palcami, plamiący ich idealną biel. Mogła sobie pozwolić na taką skazę. Czerwone ręce i oczy. Elegancka, śmiertelna, wzbudzająca podziw i przerażenie. Kobieta, jaką zawsze chciała się stać. Jaką była.

Przerzuciła się na infrawizję, wciąż podążając za Moluvadareszem krokiem prawdziwej damy. Albo zabójcy, który miał styl. Dla niej nie było różnicy między tymi dwoma.

Usłyszała słowa krewniaka, ale nie skomentowała ich. Stanęła i przyglądała się, jak odchodzi, upatrzywszy sobie największą zwierzynę na szczycie… wysokiego, ludzkiego domu. Wpatrywała się w niego z uwagą, próbując rozgryźć sens istnienia czegoś tak… nienaturalnego. Wyglądało na to, że ludzie, wbrew wszelkiemu rozsądkowi, pragnęli dotknąć nieba, zamiast trzymać się bezpieczeństwa i stabilności, jaką zapewniała ziemia. Cóż za głupota. Nawet ona czuła ukłucia niepokoju, spoglądając w bezkres i pustkę sklepienia pokrytego światłami, a jednak wciąż skrytego w cieniu. Cóż, może właśnie dlatego to właśnie oni mieszkali na powierzchni, a jej, bez wątpienia wyższa w każdym aspekcie i bardziej zrównoważona umysłowo rasa — pod ziemią. Brakowało im szacunku do otaczającego ich świata. Ludzie nie widzieli swojej głupoty i arogancji.

Była zadowolona z tego, że znalazła jeszcze jeden powód, dla którego mogła ich zabić. W rzeczywistości nie potrzebowała żadnego.

Przyzwała swoją broń. Po dziesięciu cierpliwych uderzeniach serca, które za każdym razem wydawały się jej wiecznością, w jej otwartej dłoni pojawiła się piękna, czarna włócznia. Rzeczywistość zawirowała i ugięła się, kiedy broń trafila do tego wymiaru. Elfka mocno zacisnęła palce na ciemnym drzewcu i ruszyła do przodu, odwróciwszy uwagę od wieży. Skupiała się na kształtach, które widziała za pomocą infrawizji. Wokół niej już zbierał się mrok, reagując na jej życzenia. Był niczym powidok, tańczące spirale ciemności będące jedynie złudzeniem, które uciekały za każdym razem, kiedy padało na nie spojrzenie. Nie dało się tak naprawdę zobaczyć mroku w ciemności. Sylwetka Meladris, biała plama na czarnym tle, stopniowo zasłaniała się cieniem, aż w końcu zniknęła niemal całkowicie, pokryta niematerialnym cieniem.

Było jej chłodno, ale znała ten chłód. Kojarzył jej się z dobrymi rzeczami. Spokojem i euforią, kiedy ktoś padał na ziemię, przebity jej włócznią. Krwią powoli wypływającą na zimny, nieczuły kamień. Bliskością cienia.
Dobrymi rzeczami.

Być może Moluvadaresz mógł sobie pozwolić na zuchwałe wypady i sięganie po główną nagrodę już teraz, ale ona nie była nim. Lubiła porządek, a przynajmniej niektóre jego rodzaje. Lubiła plany, które nie miały w sobie dziur. Nie pozostawianie nikomu szansy ucieczki.
W ten sposób wszyscy umierali, a ona wygrywała.

Jej plan był prosty — zabić każdego człowieka, którego zobaczy, ograniczając się do najłatwiejszych metod. Takich jak krótkotrwałe wypełnienie ich głów materialną ciemnością, którą zamierzała przemycić do środka nosem, uchem czy okiem. Jeśli to nie zadziała — cienisty nóż ciśnięty w serce, albo, w ostateczności, przebicie włócznią. Zakładała poruszanie się przez ludzką osadę powoli, dom po domu, zostawiając w każdym trupy. Z doświadczenia wiedziała, że najpierw zawsze lepiej zająć się mężczyznami, toteż właśnie samców tego gatunku postanowiła mordować najpierw, oczywiście ostatecznie i tak nie zostawiając nikogo przy życiu.

Zawirowania mocy wyciekały z grotu Smoczej Łzy. Jej szaty, niezauważalne, pokryte ciemnością, falowały niczym tkanina wrzucona do wody.
Może nie potrzebowała takiej ilości mocy. Ale ona i tak zawsze robiła jej takie psikusy, więc to raczej nie miało znaczenia. Poza tym — dobrze było być pewnym śmierci swojej ofiary. Albo ofiar.

Przyszedł czas na przypomnienie tym zwierzętom, dlaczego powinno bać się ciemności.

Awatar użytkownika
Niserilia Krwawa Łza
Posty: 8
Rejestracja: 27 sty 2015, 14:26
Lokalizacja postaci: Podwichra
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51902#51902

02 mar 2015, 15:34

Ciemność ogarniała ich z każdej strony, gdy tak schodzili z gór w stronę pierwszej wioski. Mieli wyczyścić z żyć ludzkich całkowicie to miejsce. Nie robili tego dla chwały czy bogactwa. Miała to być rozrywka. Im bliżej znajdowali się swego celu, tym bardziej tętno Nis przyspieszało. Znajome uczucie ekscytacji narastało w niej. Użyła infrawizji, gdy tylko wyruszli. Chciała mieć pewność, że nie zostaną przez nic zaskoczeni. Narażanie się na niepotrzebne ryzyko było głupotą. Mimo swojej słabości, mieszkańcy powierzchni mogli ich czymś jeszcze zaskoczyć, a Krawa Łza bardzo nie lubiła być zaskakiwana.

Kobieta słuchała słów ich "przywódcy" jednym uchem, myśląc teraz tylko i wyłącznie o krwi, która pokryje wkrótce jej miecz. Na samym początku zamierzała sprawdzić za pomocą swoich zdolności czy w Podwichrze znajduje się ktoś uzdolniony magicznie, w końcu nigdy nic nie wiadomo. Następnie poszukałaby wartowników, którzy jej zdaniem powinni gdzieś być i pilnować wioski. Zamierzała każdego zlikwidować po cichu, tak jak najlepiej umiała, wykorzystując swoje ostrze. Jedno płynne cięcie w okolicach gardła powinno wystarczyć na te robaki. Zakradałaby się za plecy swoich celów, wiedząc, że widzi znacznie więcej niż oni. Oczywiście starałaby się unikać źródeł światła, które nie dość, że utrudniałyby jej widzenie, to jeszcze pomagałyby wieśniakom w dostrzeżeniu jej grupy.

Po zajęciu się strażnikami, o ile tacy w ogóle gdzieś byli, Niserilia rozpoczęłaby eliminację pozostałych wieśniaków, nocujących w swoich domach. Zamierzała pozabijać wszystkich bez wyjątku, najlepiej we śnie. Krzyki umierających tylko ją irytowały. Czując, że ta noc będzie dobra i oderwie ją od smutnej rzeczywistości, ruszy wgłąb wioski, by wykonać swój plan.

Awatar użytkownika
Tusaradesz Biały Rycerz
Posty: 15
Rejestracja: 23 sty 2015, 13:32
Lokalizacja postaci: Podwichra
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3407

08 mar 2015, 18:54

Mając mroki nocy po swojej stronie mogli czuć się pewnie, pewni tego, że najbliższe godziny zostaną zdominowane przez lamenty umierających powierzchniowców i wycie ich uchodzących z ciał dusz. Nie mogło być inaczej, nie brał pod uwagę innego scenariusza, kto mógł się im przeciwstawić? Ruszył bez zbędnego gadania, chciał, by przemawiały za niego czyny, nie zaś puste słowa, których prawdziwość każdy mógł kwestionować. Wciąż nie był do końca pewny, co tak właściwie nim kierowało, ale coś w głębi serca, wewnętrzny głos, podpowiadał mu, że jest to słuszna droga. Może i było to działanie pod wpływem impulsu, a jego czynami kierował szok i puste pragnienie zemsty na wszystkim tym, co żyje. Szczególnie na powierzchni. Stracił wszystko to, na co pracował przez swe całe, długie życie. I chociaż samo podążanie w obranym przez siebie kierunku jako tako sprawiało mu satysfakcję, to gdy już wdrapał się na sam szczyt jego serce wypełniło się znudzeniem. Takim stworzyły go bóstwa, nie było sensu w użalaniu się nad tym, jakim się nie było i czego nie potrafiło się docenić. Jeśli jego przeznaczeniem było zdobywanie, by potem porzucić, to nie pozostawało mu nic innego, jak akceptacja własnej osoby. Niewiele, jak na setki lat przemyśleń.

Niewielka, słodko drzemiąca u podnóża gór wioska miała być ledwie przystawką wzmagającą apetyt, ale nie było potrzebne tu tak dalekie wybieganie myślami wprzód. Lepiej było skupić się na tym, co będzie miało miejsce jeszcze dzisiaj. Tak właściwie to już nie mógł się tego doczekać. A jeśli już o samo zabijanie chodziło – nie miał zamiaru kryć się jak jakiś szczur i mordować śpiących ludzi, niech wiedzą, kto ich zabija, niech czują ból i moment swojej śmierci. W jego sercu nie było dziś łaski.

Ruszył w kierunku zabudowań, każdy z ich czwórki udał się w nico inną stronę, co powinno znacznie przyśpieszyć eksterminację całej osady. W międzyczasie założył też hełm, choć może było to nadmiarem ostrożności z jego strony. Gdy już znalazł się w odległości około dziesięciu metrów od pierwszej napotkanej chaty, uznał, że to odpowiedni moment na przywołanie jego oręża – Duila. Sięgnął więc za plecy i chwyciwszy rękojeść, wydobył z pochwy swój niegotowy jeszcze do walki miecz. Nie śpieszyło mu się teraz specjalnie, toteż najpierw zbadał swojego niecodziennego kompana swym posępnym spojrzeniem, jakby próbował nawiązać swoisty dialog z bronią. Dopiero po upływie paru chwil zaczął pobudzać drzemiącą w jego wnętrzu moc, która szyba zaczęła lgnąć do Duila i łączyć się z energią wytwarzaną przez broń. Mroczna materia zaczęła rosnąć i formować się, wkrótce miecz mógł zaprezentować się w całej swojej okazałości. Dzierżąc ponad dwu metrowe ostrze w dłoniach i emanując pewnością siebie, Tusaradesz zaczął zmierzać w stronę jednego z gospodarstw z zamiarem zniszczenia drzwi i dostania się do środka, a następnie wymordowaniu wszystkich znajdujących się wewnątrz ludzi, co będzie starał się kontynuować aż w wiosce jedynymi żywymi istotami będą mroczne elfy.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 923
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

22 mar 2015, 11:29

MG

Grupka mrocznych elfów rozpierzchła się po wsi niesiona trudnym do sprecyzowania pragnieniem, o równie trudnym do sprecyzowania źródle. Po prostu chcieli pozabijać wszystko co żyło w tym miejscu. W dodatku w wyjątkowo mało honorowy sposób, bo we śnie. Ale któż posądzałby grupkę elfów o honor. Jeśli znalazłby się ktokolwiek taki, to niewątpliwie nie był on mieszkańcem tej okolicy.

Pierwszy do "boju" porwał się Moluvadaresz, który obrał dość ciekawą metodę wykonania swoich planów. Udał się do obecnej na obrzeżach wieży rycerskiej, w efekcie czego niemal ominął resztę zabudowań unikając wszelkie źródła światła oraz osoby, które mogłyby się znajdować w ich głębi. Na swojej drodze nie zauważył żadnego wartownika. Nie potrzebował wiele czasu, aby znaleźć się u stóp drewnianej wieży. Nikt nie czuwał przy jej drzwiach, co pozwoliło mu pozostać niezauważonym.

Gdy chmury przysłoniły księżyc na dachu budynku pojawił się tak upragniony przez niego cień, do którego mógł się przenieść. Wylądował na szczycie wieży, a kryty strzechą, spadzisty dach ugiął się lekko pod jego stopami. Chciał wejść do środka, więc począł szukać wejścia, które jego zdaniem miało być otwarte. Obszedł cały dach jeden, drugi, trzeci raz. Nie było na nim ani śladu jakiegokolwiek wejścia do środka. Wszędzie jedynie strzecha, strzecha i strzecha. Wyglądało na to, że musiał przemyśleć swoje plany. Ze szczytu wieży był w stanie dostrzec kilku wartowników krążących po wsi. Dokładniej czterech, którzy krążyli powoli w te i z powrotem.

W tym samym czasie Meladris udała się w innym kierunku, zmierzając do obecnych w wiosce domów. Otaczała się stopniowo mrokiem za sobą pozostawiając na trawie krople wody i szron. Śniegu wokół było jeszcze niewiele, spadło go w Podwichrze wczorajszego dnia mało, spora część zniknęła w ciągu dnia. Lwia część nocy natomiast minęła także bez padającego śniegu, o czym mogły się przekonać same podróżujące elfy. Biała, ciągnąca się za nią ścieżka połyskiwała delikatnie w promieniach księżyca.

Gdy tak sunęła przez wioskę natrafiła na jakiegoś mężczyznę, który przechadzał się jej środkiem z pochodnią. Ten zastygł w miejscu kilkanaście metrów od niej, nie będąc pewnym, czy po prostu coś mu się nie przywidziało. Gdy jednak czarna plama nie zniknęła sprzed jego oczu począł się zbliżać unosząc wysoko źródło światła. Był jeszcze błogo nieświadom tego z czym ma do czynienia, co szczęśliwie odwiodło go od podniesienia alarmu.

Sama Meladris nawet go nie zauważyła, powłoka czarnej substancji, którą się otoczyła skutecznie odcinała ją od wszystkiego na zewnątrz, jeśli chodzi o doznania wzrokowe. Zbierający się wokół niej kokon mroku począł przesłaniać również i twarz bijąc nieprzyjemnym chłodem, na szczęście jednak nie dotykając skóry. Zmuszona była przystanąć i coś z tym zrobić. Chyba że miała zamiar iść przed siebie na ślepo.

Niserilia została nieco z tyłu. Jak na razie elfy zdawały się nie wchodzić sobie w drogę, gdyż "współpracować" byłoby tutaj zbyt dużym słowem. Elfka skupiła się na poszukiwaniach uzdolnionej magicznie osoby w wiosce, jednak nie odnalazła nikogo o znacznych pokładach energii magicznej. Co prawda w jednej z pobliskich chat znajdował się ktoś, kto mógł mieć coś wspólnego z magią, jednak było to wrażenie słabe, dość nieznaczące.

Gdy już skończyła pierwsze oględziny udała się do wioski poszukując wartowników. Nie musiała długo szukać, zaledwie po chwili mogła dostrzec mężczyznę z pochodnią, który zmierzał ostrożnie w stronę czarnej plamy. W przeciwieństwie do niego Niserilia była w tej plamie rozpoznać Meladris, która oddaliła się chwilę wcześniej. Zdawała się z jakichś powodów kompletnie ignorować wieśniaka.

W końcu, nie należy zapominać o ostatnim z elfów. Tusaradesz brnął przez wioskę nawet nie siląc się na jakąkolwiek skrytość. Po prostu szedł jak przez swój dom zmierzając do wejścia do najbliższej chaty. Jeśli ktoś go zauważył, to jeszcze nie zareagował. Kątem oka elf mógł dostrzec jakieś światło migotające w innej części wsi. Podobne też poruszało się nieco bliżej niego, z drugiej strony.

Kiedy mężczyzna zatrzymał się w nagłej potrzebie pooglądania swojego miecza drugie ze świateł zaczęło zmierzać w jego stronę. Nie zatrzymało się gdy wokół miecza elfa zaczęła formować się energia magiczna, zapewne nawet nie będąc w stanie dostrzec tego fenomenu.

Tusadaresz podszedł do jednej z chat chcąc wedrzeć się do środka, nie do końca sam najwidoczniej pewien jak się za to zabrać. Nieco nieporęczny, przeraźliwie długi miecz bardziej właściwie przeszkadzał niż pomagał, jeśli akurat o tę czynność chodzi. Elf kopnął drewnianą konstrukcję, ta jednak nie ugięła się po pierwszym uderzeniu. Zaprotestowała jedynie głośnym stukotem. Można było dosłyszeć jak rygiel uderza o drewnianą listwę, która powstrzymywała drzwi od otwarcia się. Ktoś coś krzyknął ze środka, jeden z wartowników począł podnosić raban. Mężczyzna, który szedł w stronę Meladris odwrócił się w tamtą stronę gwałtownie i zobaczył Niserilię, także zaczął krzyczeć o intruzach. Nie było innej możliwości, cała wieś stała na nogach.

Po trzecim kopnięciu drewno w końcu ustąpiło, a drzwi stanęły przez mężczyzną otworem. Pozostało schylić się i wejść do środka, co też Tusaradesz uczynił. Przy okazji zahaczył swoim mieczem o framugę. Drewno zaskrzypiało potwornie pękając w kilku miejscach, gdy miecz wbił się na niewielką odległość. Po drugiej stronie domu coś trzasnęło. Kiedy wszedł do środka elf zobaczył przed sobą chłopa w bieliźnie, w dłoni mężczyzna trzymał nasiekaniec. Nie czekając uniósł go i zaatakował intruza.

Awatar użytkownika
Meladris Szara
Posty: 12
Rejestracja: 18 lis 2014, 15:17
Lokalizacja postaci: Podwichra
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51874#51874

24 mar 2015, 22:53

Otaczająca Meladris bańka nieprzeniknionego mroku stała się nieporęczna, a siedzenie w niej wysoce niewygodne. Elfka niemalże natychmiast po wyjściu z dziwnego, pełnego krwawych marzeń i mrocznej satysfakcji transu dała upust większej części niematerialnego cienia, przywracając sobie widzenie w mgnieniu oka. Bariera ciemności po prostu… zniknęła w jednej chwili, roztapiając się pod wpływem mentalnego impulsu czarodziejki, która nad swoim mrokiem miała całkowitą i niezaprzeczalną władzę. Jej reakcje były natychmiastowe. Jedna czynność płynnie przechodziła w drugą, kiedy, tuż po opuszczeniu cienistej zasłony dotychczas spowijającej jej ciało — a także, z jakiegoś powodu, również umysł — wciąż rozpraszająca się ciemność błyskawicznie skupiła się, płynąc przez nocne, wypełnione nienaturalnym zimnem powietrze niczym jakiś mroczny duch, zmierzając prosto do nosa i uszu nieszczęsnego wartownika. Nie było to bynajmniej jedynym środkiem ostrożności, jaki zamierzała podjąć Meladris. Poruszająca się z zastraszającą szybkością lew ręka elfki kierowała się ku parszywej mordzie mężczyzny, gotowa zacisnąć się na jego ustach w żelaznym uścisku, przez który nie przedarłby się ni szept tego… człowieka, który w tej chwili mógł całkiem łatwo zakłócić spokój tej błogosławionej nocy. Wydawał się wręcz palić do zrobienia tego. Cóż za utrapienie!
Zasługiwał na śmierć.

Elfka puściła Smoczą Łzę, pozwalając magicznej broni rozpłynąć się w powietrzu. Włócznia zniknęła niczym powidok, umożliwiając Meladris swobodniej operować dłońmi, które w tej chwili były niczym boska kara. Jedna na ustach mężczyzny, druga lecąca z szybkością błyskawicy ku splotowi słonecznemu człowieka. Zabójczyni polegała na reakcjach, których już dawno nauczyła się oczekiwać i które rzadko ją zawodziły. Mężczyzna powinien zgiąć się w pół, co dałoby odrobinę więcej czasu zimnej jak lód ciemności, która i tak powinna już dostać się do jego głowy i spowodować tam niewyobrażalne szkody.
Tymczasem tą sama ręką, którą zdzieliła mężczyznę w brzuch z siłą nieustającego przez setki lat treningu, powędrowała dalej, ku dłoni, w której mężczyzna trzymał pochodnię. Elfka nie miała zamiaru pozwolić jej upaść, choćby dlatego, że nagła zmiana położenia źródła światła mogła… przyciągnąć uwagę.

Mężczyzna powinien już być w tej chwili martwy, przytrzymywany w miejscu jedynie zaciśniętą na jego dłoni ręką Meladris w koszmarnej parodii tańczącego partnera. Elfka z pewnością doceniłaby zawarte w tym makabrycznym obrazie piękno, a także naukę i ironię. W tym niebezpiecznym tańcu ze śmiercią to ona prowadziła, ciągnąc za sobą krwawy ślad niczym przydługi płaszcz. Albo jak trofeum.

Znowu to rozkojarzenie i marzenia. Mogła sobie myśleć co chce, ale śmierć nie była marzycielem, a w samym akcie umierania na próżno dopatrywać się romantyzmu. Można jednak było czerpać nieskończone wręcz ilości satysfakcji z… szerzenia jej. Z kultywacji mrocznych tradycji jej podziemnych kuzynów. [/p]

Ach, jakiż to nastrój ją dziś dopadł. Miło było myśleć o sobie jak o heroldzie zniszczenia i awatarze śmierci, mrocznej obietnicy końca, przed którym nie ma ucieczki. Miło było myśleć o bezsilności każdego drapieżnika i każdego mordercy, jeśli chodzi o szerzenie kultu śmierci, o tym, że każda kolejna osoba, której krew broczy ręce zabójcy, jest jednocześnie jeszcze jedną ofiarą dla śmierci, tego oschłego boga o niezliczonych twarzach. Czy w pustych oczodołach tych zwierciadeł bezsensu odbija się smutek, czy… satysfakcja?

Nie obchodziło ją, że przez swoją żądzę mordu być może staje się sługą jakiegoś mrocznego bóstwa. W zadawaniu bólu znajdowała słodkie szczęście i spokój, któremu nie towarzyszyły trudy i znudy codzienności. Zapominało się wtedy o problemach. Liczyła się tylko krew na rękach.

Z ciemności przybyła śmierć o skórze czarnej jak noc. Śmierć przerażająco skuteczna, kiedy przychodzi czas na żniwa.
Myśli Meladris ponownie spętała dyscyplina i chłód. Pochodnia miała zgasnąć, a zabójczyni ponownie przywołać swoją włócznię. Umysł miała czysty i zimny jak mrok w jej sercu. Trzeba było wyeliminować resztę strażników, i to szybko.

Awatar użytkownika
Moluvadaresz Syn Mroku
Posty: 15
Rejestracja: 23 sty 2015, 23:39
Lokalizacja postaci: Podwichra
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51808

07 kwie 2015, 14:01

Moluvadaresz był niemile zaskoczony tym, że te prymitywne istoty nie pozostawiły żadnego wejścia na szczycie wieży. Jaki cel wieży, jeśli nie można było z jej dachu obserwować okolic? Porzucił wreszcie te jałowe rozważania; potwierdziły to, co myślał o powierzchniowcach jako o całości, jeszcze wzmacniając pogardę, jaką do nich czuł. Te… rośliny, którymi pokryli swoje dachy, nie będą stanowić przeszkód dla jego ostrzy.

Przebijał się przez strzechę, cierpliwie, nie chcąc wyszczerbić ostrzy na niczym, co mogło być pod warstwą wysuszonych roślin, utrzymując całą konstrukcję w kupie, nie dbając szczególnie o hałas, niesiony irytacją. Kiedy przebił się wreszcie, rozpoznając pod sobą ciemne pomieszczenie, opuścił się zwinnie na dół. Pierwszą rzeczą, jaką uczynił, było szybkie rozejrzenie się za żywymi powierzchniowcami w pomieszczeniu, a drugą – zorientowanie się, gdzie było przejście niżej. Jeśli na horyzoncie nie było nikogo, zszedł w dół, mobilizując energię w sobie, zasilając ją gniewem, irytacją i niecierpliwym oczekiwaniem. Jeżeli ktoś tam był… po chwili już go nie będzie, kiedy Moluvadaresz przeniesie się od razu do jego cienia, na tył, i szybkim cięciem wypatroszy to bydło, robiąc dobry początek.

Awatar użytkownika
Niserilia Krwawa Łza
Posty: 8
Rejestracja: 27 sty 2015, 14:26
Lokalizacja postaci: Podwichra
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51902#51902

08 maja 2015, 11:51

Poszukiwania osoby o zdolnościach magicznych nie powiodły się zbytnio elfce, ale nie była tym faktem jakoś bardzo zaskoczona. Skąd w takiej wiosce pełnej karaluchów miałby się znaleźć potężny mag? Ludzie tutaj nie byli nic warci, może co najwyżej jako niewolnicy. W jednej z chat był ktoś umiejący posługiwać się mocą, ale jego energia była znikoma, nie należało brać tego kogoś na poważnie. Niserilia nie mogła zrozumieć dlaczego magowie świata powierzchni jeszcze nie przejęli całkowitej władzy. Wiedziała, że jej ohydni kuzyni są zbyt tchórzliwi by to zrobić, ale ludzie nadawali się do tego idealnie. Pożądali władzy i bogactwa. Być może byli zbyt słabi na taki ruch.

Krwawa Łza skończyła szybko swe rozważania, wszak mieli tutaj zadanie do wykonania. Wyciągając swój miecz, ruszyła wgłąb wioski, szukając strażników. Nie było ich jednak chyba zbyt wielu bo przez dłuższy czas nie mogła nikogo odpowiedzialnego za ochronę osady znaleźć. W końcu dostrzegła jakiegoś człowieka z pochodnią, który gapił się na dziwną, czarną plamę. Mroczna elfka od razu rozpoznała w niej Meladris, która najwyraźniej otoczyła się ciemnością. Wartownik prawdopodobnie nie miał pojęcia co to jest, a Niserilia zastanawiała się co zamierza jej towarzyszka. Stwierdziła, że tego osobnika z pochodnią zostawi Meladris, a sama cofnęła się kilka kroków w tył, wyłączając infrawizję, gdyż światło zaczęło jej przeszkadzać.

Obserwowała poczynania swojej towarzyszki, gdy ktoś zaczął krzyczeć. Głos dochodził z kierunku, w którym udał się Tusaradesz. Krwawa Łza mogła się tego spodziewać, jej brat nigdy nie należał do cierpliwych typów, no i lubił siłowe rozwiązania. Znany był z tego, że nie patyczkował się z nikim tylko atakował. Teraz będą mieli na karku całą wioskę. Nadszedł czas na odrobinę rozrywki. Niserilia trzymała miecz w pogotowiu i rozglądała się za przeciwnikami. W walce zamierzała wykorzystać swoją szybkość i zwinność, nie dając wrogom szans na jakąkolwiek reakcję. Swoją strategię zamierzała dostosować do broni jaką będą posługiwali się wieśniacy. Na razie cierpliwie czekała na pojawienie się przeciwników.

Awatar użytkownika
Tusaradesz Biały Rycerz
Posty: 15
Rejestracja: 23 sty 2015, 13:32
Lokalizacja postaci: Podwichra
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3407

08 maja 2015, 12:28

Drzwi w końcu uległy nieskończonej i przerażającej sile Tusaradesza, który ze wściekłym, mrożącym krew w żyłach okrzykiem wparował do pomieszczenia niczym dzikie zwierzę, nie mógł już doczekać się pierwszej konfrontacji, pierwszego zabitego człowieka, marzył tylko o przelewaniu ich krwi.

- ŚMIERĆ ZAWITAŁA DO TWOICH DRZWI, GOTUJ SIĘ, KREATURO… - rzekł łamaną Wolną Mową.

Chata była mała i obskurna, śmierdziało tu gównem i innymi przykrymi zapachami, adekwatne schronienie dla robaków, jakimi bez wątpienia byli mieszkańcy powierzchni. A skoro o nich mowa, to jeden właśnie stał przed mrocznym elfem, miał na sobie ledwie gacie, które dorównywały temu miejscu poziomem czystości, Biały Rycerz uśmiechnął się mimowolnie i ustawił się przodem do niedoszłej ofiary. Człowieczyna ruszył na niego trzymając jakiś kijaszek w dłoni, nic, co mogłoby mu zaszkodzić. Żałosne. Był to jego ostatni zryw, atak psa zapędzonego do rogu, Tusaradeszowi prawie zrobiło się go żal, ale tylko prawie, nie miał litości dla powierzchniowców, nie dla nich, nie dla największego pasożyta żerującego na tym świecie.

Elf skierował miecz sztychem do wieśniaka, wiedział bowiem, że nie będzie w stanie machać nim na tak małej przestrzeni, a na zniszczenie tej wylęgarni szczurów przyjdzie czas później. Zaczął iść w stronę chłopa z zamiarem zaatakowania go, korzystając ze swej wielkiej przewagi w zasięgu. A jeśli problemy z manewrowaniem bronią okazałyby się tak duże, że uniemożliwiłyby mu zrobienie z nią tu czegokolwiek, to zawsze mógł ją na chwilę upuścić i zatłuc rolnika gołymi rękami.

Gdy już człowiek zostanie zgładzony, Tusaradesz zabierze się za przeczesanie domostwa, tak by znaleźć i zamordować jego ewentualną rodzinę, następnie skieruje się w stronę kolejnej chaty lub najbliższego przeciwnika, jakiego uda mu się wypatrzyć.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Majestic-12 [Bot]
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1047
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Nightmare
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.