Kamienica Patriotów

Położona w południowo-zachodniej części miasta, z pozoru chaotyczna zabudowa składa się z kamienic należących do obywateli Wolenvain. To tutaj znajduje się znakomita większość zakładów rzemieślniczych stolicy.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Kamienica Patriotów

31 mar 2015, 17:02

Położona pośród plątaniny wąskich uliczek dzielnicy mieszkalnej kamienica mieszcząca siedzibę Patriotów nie odstawała od innych pod względem konstrukcyjnym. Jedynym wyznacznikiem pozwalającym rozpoznać ją jako kwaterę główną tej organizacji był mały szyld z malunkiem zwiniętej w pięść, stalowej rękawicy stanowiącej symbol kompanii. Podłoże budynku stanowił wydłużony ku jego tyłowi (a tym samym mieszczącemu się za nim podwórzu) prostokąt, zaś sama kamienica miała trzy kondygnacje: parter oraz pierwsze i drugie piętro.

Drzwi frontowe otwierały się na szeroką, przestronną sień, która zamieniona została na kwaterę mieszkalną dla tych członków Patriotów, którzy tymczasowo nie mogli sobie pozwolić na inne lokum. Pod obiema ścianami ciągnęły się łóżka, a pośrodku ustawiono duży stół, przy którym można było spokojnie zjeść. Dodatkowym wyposażeniem były kufry, miednice i nocniki znajdujące się przy niektórych łóżkach oraz kominek ogrzewający i oświetlający całe wnętrze. Na tyłach sieni mieściła się mała kuchnia z wyjściem na podwórze, do której wchodziło się pod schodami prowadzącymi na wyższy poziom. Widać było, że kuchnię całkiem niedawno zmniejszono, dzieląc ją na dwa pomieszczenia i wydzielając wąską komórkę na posiadane przez Patriotów wyposażenie. Trafić można było do niej tylko z sieni, a jej mocne, zamykane na dwie zasuwy wrota dawały wrażenie, jakby przechowywano w niej coś dalece ważniejszego od paru zużytych tarcz i wyszczerbionych mieczy.

Obrazek
Kamienica Patriotów

Prowadząca na górę klatka schodowa otwierała się na z rzadka używaną salę obrad, co do której wielu członków kompanii miało spore wątpliwości. Jej rolę idealnie spełniała sień, a raczej mieszcząca się w niej jadalnia, a mimo tego pan Brigord Berkwist (przywódca formacji) zabiegał o ustanowienie dodatkowego pomieszczenia przeznaczonego na organizowanie odbywających się raz na ćwierć roku zebrań. Choć niektórzy uważali to za przejaw typowo szlacheckiej rozrzutności, nie można było odmówić sali obrad pewnego rodzaju elitarności. Zwykli członkowie Patriotów tylko od święta widywali umiejscowiony tutaj, okrągły stół odsłoniętym. Wszyscy ci, którzy dostąpili tego widoku, wiedzieli, że znajduje się na nim duża, skórzana mapa Autonomii Wolenvain oraz wiele różnego rodzaju pionków i figurek: zupełnie tak, jakby Patrioci obserwowali i planowali ruchy w kampanii wojennej. W rzeczywistości to za ich pomocą pan Berkwist był w stanie obrazowo wyjaśnić sytuację w państwie, pokazując, które ziemie przeszły w minionym kwartale do jakich rąk, kto na tym stracił, a kto zyskał. Za ich pomocą odgrywane były również różne, nawet najbardziej pokrętne scenariusze, nawet takie z rodzaju wojny Autonomii Wolenvain z Niezależnym Księstwem Lokent lub ataku na Półwysep Kaendry. Przeciwnie do stołu na parterze, przy tym znajdującym się w sali obrad raczej się nie siadało – wymagana była pełna szacunku postawa stojąca, pozwalająca również lepiej widzieć rozłożoną na nim mapę.

Z sali ruszyć można było na wąski, wychodzący na ulicę, zabudowany balkon lub do prywatnych komnat zarezerwowanych dla wysoko postawionych dowódców Patriotów. Pokoje były trzy, ale tylko jeden był obecnie zajmowany. Zakwaterował się w nim Ajen Firaar i niewiele było wiadomo o tym, co znajduje się wewnątrz. Prawdą było jednak, że sypiał w tym miejscu i z pewnością trzymał tutaj swój ekwipunek oraz ubrania, więc po jego izbie spodziewać można było się całkiem bogatego wyposażenia. Wielu wiedziało, że pan Firaar mieszka na stałe w Twierdzy, gdzie znajdowała się również jego rodzina, jednak częściej widywało się go właśnie w siedzibie kompanii, gdzie szkolił rekrutów, przyjmował nowych i zajmował się sprawami organizacyjnymi.

Najwyższa, trzecia kondygnacja budynku zamknięta była na klucz i w całości zajmował ją przywódca Patriotów, pan Brigord Berkwist. Czasem zapraszał tam swych wysoko urodzonych gości oraz ważne dla miasta persony, co często kończyło się podpisaniem umów na szczególnie intratne, duże zlecenia.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Aerndal, Patriota;
Butalt, Patriota;
Litkor, Patriota;
Sietna, Patriotka – śmiertelnie ranna;
kapitan Patriotów, Ajen Firaar;
przywódca Patriotów, Brigord Berkwist – śmiertelnie ranny.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Eye of the Storm

31 mar 2015, 17:46

MG

Nawet do smrodu grupy zmęczonych, umazanych błotem, krwią i gównem mężczyzn z czasem dało się przyzwyczaić. Patrioci wracali z bitwy przez kilka dni, podczas których starali się nieść innym pomoc. Okupili to okropnym stanem tak swoich ciał jak i zarzuconych na nie ubrań. Pojawiły się głosy, że przydałoby się odwiedzić łaźnie miejskie, jednak wiadomym było, że istnieją inne priorytety: wieźli śmiertelnie rannych.

Odstawiwszy konie do mieszczącej się przy murach Wolenvain stajni, Patrioci przemierzali ulice śpiącej stolicy jedynie z wozem, na którym leżał w malignie ich przywódca, pan Brigord Berkwist. Wielu z nich nie wyszło z rzezi pod Lwim Brodem żywych (choć tych w orszaku nie było), wielu było rannych, a wszyscy byli zmęczeni. Trudno było powiedzieć, czego pragną bardziej: odrobiny ciepłej, domowej strawy czy łóżka, na którym będą mogli wyciągnąć zbolałe kończyny. Nie było ani miejsca ani czasu na przyjmowanie kogokolwiek z zewnątrz, a mimo tego Ajen Firaar, którego wielu traktowało jako zastępcę Brigorda, zabrał z oddziałem spotkaną przy bramie miasta niewiastę. Nie można było go posądzić o złe intencje: wszak umożliwił jej wejście do środka. Nie wydawało się jednak, aby wieczór miał zakończyć się wesołą, połączoną z rozpamiętywaniem przebiegu bitwy pijatyką.

Najpierw należało zająć się panem Berkwistem i ranną kobietą, która leżała obok niego na wozie. Szybko posłano po cyrulików, którzy mogliby się nim zająć. Rozpoznawalność wąsatego męża była znaczna, toteż nie było problemu z wybudzeniem trzech chirurgów cechowych, którzy zwalili się do kamienicy wraz ze swoimi czeladnikami. Mówiło się też o tym, aby pójść też po medyka uniwersyteckiego, jednak ostatecznie pomysłu tego zaniechano. Liczyła się szybkość, a uczeni słynęli wśród prostych ludzi z opieszałości i niechęci do pomocy: szczególnie, gdy sprawa szła o ratowanie życia ludzkiego nocą. Ajen Firaar nie spierał się, choć niewątpliwie miał dużo większą wiedzę na ten temat: w przeciwieństwie do większości pozostałych członków Patriotów był przecież szlachcicem, od którego z powodzeniem można było wymagać posiadania szerokich horyzontów. Skoro jednak nawet on nie zabiegał o medyków, a chirurdzy, z których dwóch osobiście znało Brigorda, już zabierali się do roboty, sprawa wygasła samoistnie.

Kobietę przeniesiono do jednej z wolnych komnat na pierwszym piętrze, a rannego Brigorda do jego komnat, gdzie zniknął również pan Ajen, zostawiając Lotę z pozostałymi Patriotami. Podczas przemierzania ulic Wolenvain opowiedział jej całą historię bitwy pod Lwim Brodem, nie omieszkując zaznaczyć, jak potężni paladyni poradzili sobie ostatecznie z demonem i nie pomijając również udziału obecnego w pomieszczeniu Slaviusa, co do którego uważało się, że zmierzył się z nim oko w oko. Choć większość członków kompanii była co do tego sceptyczna, nie mieli ani siły ani ochoty na utarczki słowne. Dość powiedzieć, że właściwie tylko jeden z nich, cyniczny Aerndal, zdawał się w pełni akceptować Slaviusa. Szlachcic zdawkowo potraktował kwestię opętanych rycerzy, przez których cała rzeź miała miejsce, wcale nie nadmieniając, że wszyscy z nich – co do jednego – należeli do zakonu. Widać było, że wychwalanie czynów, jakie miały miejsce podczas walki, przychodziło mu z trudem, a jego zdolności do motywowania pozostałych wygasły już dawno temu. Mimo tego starał się, aby pamięć o bohaterstwie i cnocie była jedyną, jaka zostanie w świadomości zwykłych ludzi zamieszkujących Autonomię. Robił to dobrze, ale dla Loty nie stanowiło problemu rozczytanie jego prawdziwych intencji. Jak każdego, przepełniały go gorycz, frustracja, strach i złość. Nie wiedział, co przyniesie przyszłość, ale nie wierzył, że odmaluje się ona w przyjaznych barwach. Skoro demony kroczyły pośród śmiertelników, ci ostatni niewiele mieli do powiedzenia. Jego nastawienie było całkowicie zrozumiałe i należało mu pogratulować, że przynajmniej robi dobrą minę do złej gry, co ostatecznie mogło wyjść na dobre. Nie siał fermentu i defetyzmu, skupiając się zamiast tego na teraźniejszości i pilnując, aby inni postępowali podobnie. Póki co mu wychodziło: żaden z Patriotów nie stał się prorokiem wieszczącym koniec świata, a zważywszy na to, co przeżyli, można było to uznać za spory sukces.

Teraz jednak brakowało go w sieni, a Lota miała wszelkie powody, aby poczuć się nieswojo. Patrioci nie okazywali jej wrogości, ale niewielu miało ochotę na pustą gadaninę. Ktoś udał się po wino i zimną strawę, które przyniósł z kuchni, ktoś rozpalił w kominku, przyjemnie ocieplając całe wnętrze. Mężczyźni siedli, niektórzy przy stole, niektórzy przy palenisku, jeszcze inni na łóżkach. Alkohol popijali z glinanych kubków. Zarośnięty blond-szczeciną mężczyzna o owiniętej bandażami głowie bez słowa podał jeden z nich również rudej, siadając w pobliżu. Choć wielu z członków kompanii wyglądało na istnych zakapiorów (szczególnie teraz, gdy mieli na sobie jakieś brudne łachy, a ich obliczom daleko było do schludności) szanowali przestrzeń prywatną Loty i nie nagabywali jej nachalnie. Z tego, co wiedziała o Patriotach, przyjmowali do nich również kobiety, co sugerowało swego rodzaju równość płci w obrębie jej struktur. Wiedźma poczuła, że traktowana jest nieco inaczej, niż przywykła: bardziej bezpośrednio, z większą dozą poufałości. Patrioci nie bali się rozmawiać przy niej o wszelkich, czasem niekoniecznie przyjemnych dla niewiasty sprawach. Byli jednak nerwowi i nieskorzy do rozmów, pełni zmartwień: o Autonomię, o siebie samych, o Brigorda i o Patriotów.

//Daję Wam pewną dowolność co do tego, czy Wasze postacie rozmawiały podczas drogi do kamienicy oraz czy zrobiły to po odejściu Ajena. Możecie również lekko pokierować niektórymi z Patriotów, opatrzyć ich jakimś zalążkiem osobowości i aparycji. Lubię, gdy gracz gra ze mną, nie czekając na opisy wszystkiego, co można opisać. Rozumiem, że powyższy post średnio zawiązuje akcję, ale tutaj właśnie liczę na Was. Ajen wkroczy w swoim czasie lub gdy gra nie będzie się Wam kleić. Do tego czasu będę odpisywać pozostałymi Patriotami.
Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

29 kwie 2015, 22:42

Kobieta była zauroczona wydarzeniem, w którego centrum przypadkiem się znalazła. Kotłowało się w niej wiele emocji – zaciekawienie, zdenerwowanie czy niepewność – i wszystko to przez jakiś czas pozwalało jej zapomnieć o zmęczeniu długą i intensywną podróżą, którą wszak wykorzystała na znacznie więcej niż zwyczajowy spacer.

Kombinowała i ćwiczyła. Sięgała po tę część swych umiejętności, którą wcześniej nie starała się operować w codziennych sytuacjach. Jak się okazało, przyniosło to odrobinę nowych doświadczeń i ochoty na więcej magicznych prób, jednak teraz…

…teraz powoli uświadamiała sobie, jak bardzo była zmęczona minionym dniem. Pierwszym, na co jej ciało zareagowało falą gorąca, był stan, w jakim przetrzymywała swój ukochany łuk. Tak. Wiedźma po prostu nie wierzyła, jak mogła zaniedbać coś tak oczywistego, jak naciągnięta cięciwa. Nie zwracając uwagi na delikatne zamieszanie w pomieszczeniu, do którego trafiła, zajęła się jak najszybciej prezentem od Tedriga, przywracając go do stanu spoczynku. Aż się zaczerwieniła ze złości, przeklinając własne zaniedbanie. Magia, cholera, jej w głowie. Miasto. Patrioci, kimkolwiek byli (choć trochę już się dowiedziała od Ajena). Powinna zwracać większą uwagę na rzeczy, które faktycznie są ważne.

A łuk zdecydowanie do nich należał.

Zajęcie wyciszyło ją na chwilę. Rudowłosa wspomniała mimochodem rozmowę, którą uraczył ją Ajen, jak i historię ludzi, z którymi teraz przebywała. Wspomniała i… nieświadomie zadrżała. Choć nie należała do szczególnie wrażliwych niewiast (a było to bardzo łagodne określenie dla jej charakteru), poruszyły ją słowa o stoczonej bitwie. O ofiarach. Gdyby urodziła się istotą pełniejszą empatii, zaproponowałaby pomoc rannym, być może rzuciła się w wir sprowadzonych medyków i podzieliła nabytą przez lata wiedzą.

Ale była wredną, samotną wiedźmą. Nie zamierzała zdradzać się ze swymi umiejętnościami przed ludźmi, których na dobrą sprawę nie znała.

Wrażenie najpewniej zrobiło na niej zestawienie opowieści mężczyzny, który przeprowadził ją przez bramę, z tym, co zobaczyła na własne oczy – na co dzień zajmowała się rannymi wieśniakami, odbierała porody i spędzała płody u kobiet, które nie stanowiły żadnej atrakcji w życiu Loty. Tu widziała wielu, naprawdę wielu poważnie rannych wojowników i obrażenia, z którymi nigdy nie miała do czynienia. Odzywało się w niej tak samo obrzydzenie, jak i zawodowa ciekawość. Gdy skończyła zajmować się łukiem, nie mogła powstrzymać się od stałego rozglądania wokół siebie.

Czasami spotykała spojrzenia mężczyzn, ale żadne z nich nie wydawało się prowokacją. Uprzejme zainteresowanie, zmęczenie, odrobina ciekawości – nie wyczytała z nich nic więcej, więc szybko zaczęła się zastanawiać, czy z zebranymi wszystko w porządku.

Nie była przyzwyczajona do takiego traktowania. Zdębiała, gdy ktoś wcisnął jej w dłonie kubek wina. Smakowało przeciętnie, ale po trudach podróży stanowiło świetną formę rozluźnienia. Nie wytrzymała na uboczu długo i wstała, zostawiając pod ścianą swoje rzeczy i płaszcz. Nie musiała się martwić, ciągle miała na to wszystko oko, gdy siadała obok jednego z mężczyzn.

Jeśli pozwolisz… – wtrąciła, sięgając po tłustą kluskę z wielkiej, solidnej michy. Patriota siedzący obok zwracał uwagę długą, zaniedbaną brodą w kolorze brudnej kałuży. O ile reszta mężczyzn walczyła z mniejszym lub większym zarostem, ten jeden najwidoczniej hodował ozdobę twarzy przez lata. Lota lubiła brodaczy. – Wyglądacie, panowie, na okropnie strudzonych i głęboko zmartwionych – zaczęła ostrożnie, przełamując chwilę ciszy, jaka zapadła przy leniwym posiłku. – A powinniście radować się powrotem do miasta i życiem, które wywalczyliście. To nie wy tam leżycie. Waszymi towarzyszami zajmują się teraz doświadczeni panowie, którzy na pewno pomogą im możliwie najszybciej wydobrzeć. – Z jakiegoś powodu uznała, że ta oczywista informacja powinna trafić do uszu tej załamanej gromady.

Nie miała wątpliwości, że zyskała posłuch. Ciężko, by w cichym pomieszczeniu pełnym mężczyzn nie zwrócić uwagi na przemawiającą, atrakcyjną kobietę. Zupełnie przypadkową.

Wolenvain jest piękne o tej porze roku. – Uśmiech zagryzła kolejną kluską, powoli przeżuwaną i zapijaną winem, które z każdą kolejną chwilą smakowało coraz lepiej. Lota nie mogła ukryć radości z powodu noclegu i wygód, które ją spotkały. Bez problemu przekuła to w coś, co przez towarzystwo mogło zostać uznane jedynie za objaw sympatii i pozytywnej energii. – Po takiej podróży z pewnością znajdziecie przyjemność w zwykłej, powolnej przechadzce ulicami. Zupełnie jak ja! – zapewniła rudowłosa, promieniejąc. – Nie jestem miejscowa, sprowadzają mnie do miasta proste, przyziemne potrzeby kobiety. A jednak to zawsze okazja, by napatrzeć się na okazałości Wolenvain. Namnożyło się ostatnio kramów i stoisk, zupełnie jak ludzi. Za każdym razem zdaje się, że jest ich dwa razy więcej niż poprzednio. Jestem Lota – wtrąciła, na chwilę poważniejąc. – Potraficie mi powiedzieć, panowie, ile czasu minęło wam poza murami miasta?

Była przekonana, że większość z nich nie będzie miała ochoty na podjęcie lekkiej rozmowy. Nie wydawali się skłonni do podobnej formy odpoczynku, nie jak Ajen, ale ten zniknął na piętrach kamienicy tuż po tym, jak się w niej znaleźli. Szkoda. On jeden zdawał się chętny na odrobinę niewymagającego rozluźnienia. Lota starała się obudzić podobną potrzebę w jego towarzyszach.

Awatar użytkownika
Slavius
Posty: 64
Rejestracja: 16 mar 2013, 14:45
Karta Postaci: viewtopic.php?p=41866#41866

01 maja 2015, 13:41

Slavius siedział, oglądając z nudów swoją broń. Tasak. Prosta, acz – jak się zdążył przekonać – cholernie skuteczna broń. Miecz, którym posługiwał się wcześniej, był raczej bronią ozdobną, dla szlachty. To, co teraz trzymał w ręku nie służyło do chodzenia z tym u boku dumnie krocząc przez ulice, lecz machania i zabijania. Ten oręż chyba nawet lepiej do niego pasował. Co nie zmieniało faktu, że przy najbliższej okazji spróbuje załatwić sobie coś… trochę wyższej jakości.

Obok niego siedział Aerndal. Zastanowił się nad tym człowiekiem… a raczej półelfem. Uśmiechnął się lekko. Zaskakujący przypadek. Slavius był w połowie mrocznym elfem. Jedyna osoba, która była w stanie go zaakceptować. Trochę ironiczne.

Slavius patrzył z kąta na salę pełną Patriotów. Zobaczył, jak ta ruda kobieta wstaje i podchodzi do jednego z nich. Zaciekawiła go. Usłyszał, że rozmawiają. A przynajmniej ona rozmawiała, bo jej nowy towarzysz na razie nie reagował. Półelf odezwał się do Aerndala.

- Dołączymy do nich? I tak tutaj nie robimy nic ciekawego – zagadał Slavius do towarzysza, przerywając trwającą dłuższą chwilę ciszę. Obydwaj nie byli zbyt rozmowni. Aerndal rzucał czasem jakieś komentarze, Slavius za to większość uwag zostawiał dla siebie. Jednak wyglądało na to, że byli na siebie skazani.

Druh Slaviusa wzruszył ramionami i wstał, ruszając zdecydowanym krokiem w stronę rozmawiających. Półelf szybko za nim podążył, doganiając go, zanim ten dotarł. Akurat zdążył posłyszeć ostatnie słowa rudej kobiety. Uznał, że to będzie dobry początek rozmowy. Szczególnie, że w zaczynaniu owych nie był zbyt dobry.

- Ha! W moim przypadku będzie to już z pięć lat – przerwał na chwilę i popatrzył badawczym wzrokiem na kobietę, po czym usiadł naprzeciwko niej. – Jestem Slavius – powiedział tonem bez wyrazu.

- Aerndal – powiedział towarzysz półelfa, także się przysiadając. – Dołączyłem do Patriotów tuż przed bitwą. To mój pierwszy raz w tym mieście. Chyba każdy tu w końcu trafia. Stolica chaosu, jaki się rozpętał w całej Autonomii. Demony, głód spowodowany zimą. Mówią, że szlachcice się zbroją i wojna jest nieunikniona. Na Czeluść.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Nitro

30 maja 2015, 22:13

MG

Jedną z rzeczy, która łączyła zgraję stanowiącą obecnie Patriotów, była niewątpliwie znajomość narzędzi, z jakich korzystali w swej pracy. Manipulacje Loty przy jej smukłym łuku nie uszły uwadze obecnych; ozwały się nawet pomruki aprobaty i podziwu. Być może to właśnie obecność tej niecodziennej w rękach kobiety broni ostudziła ewentualne zakusy towarzystwa. Zebrani w głównej sali kamienicy mężczyźni nie byli w ciemię bici. Spotkali samotną, rudą, uzbrojoną kobietę. Po zmroku, sami będąc wykończeni, ranni i głodni. Skoro Ajen zaprosił ją tutaj, miał w tym swój cel i doprawdy nie było żadnego powodu, aby naprzykrzać się wiedźmie. Teraz stanowiła towarzysza niedoli, nic ponad to – no, może poza spełnianiem funkcji estetycznej. Kto wie, może pan Firaar przyprowadził ją tutaj, aby widok jej gładkiego lica przyniósł ulgę po przerażających obrazach bitwy wypalonych w umysłach Patriotów.

Jakkolwiek by było, kobieta swoją funkcję spełniała wyśmienicie, nie tylko dobrze wyglądając, ale także dobrze prawiąc. Jej słowa zostały odebrane pozytywnie. Na tyle, na ile złamani, brodaci mężczyźni umieli okazywać emocje, wywnioskować można było, że ich serca zostały przynajmniej odrobinę pokrzepione. Kiwali ciężkimi głowami i lekko stukali kubkami o blat, o ile mieli taki w pobliżu. Propozycja Loty nie została odebrana już tak entuzjastycznie. Widać było, że niektórzy są zbyt zmęczeni, aby myśleć o czymkolwiek innym niż wolne miejsce, w którym będą mogli się zwinąć i przespać. Paru już zdawało się przysypiać. Brodaty jegomość, obok którego siedziała wiedźma, nie wydawał się senny.

– Cholera, dobrze gadasz. Od paru dni nie spałem i teraz też nie zasnę. Ile za murami? Będzie ze dwa tygodnie, co nie? Idę z tobą. Szkoda, że łaźnie są zamknięte, bo chyba wszystkim tu potrzeba trochę ługu! – zakrzyknął, krzywiąc się teatralnie, niby z niesmakiem, i wzbudzając uśmiechy tych, którzy zdolni jeszcze byli do uśmiechania się. Ktoś zasugerował, że brodaty zostanie wrzucony do rzeki Iqui. Lota wyłapała z tych przekomarzanek jego imię. Wołali go Butaltem. Cóż, miano dobre, jak każde inne. Widać było, że Butalt jest tutaj dość lubiany, choć to samo można było powiedzieć o każdym z obecnych. Oczywiście, jako osoba z zewnątrz, wiedźma miała szczególną trudność w rozpoznaniu konfliktów w szeregach Patriotów. Mimo tego wydawało jej się, że w kompanii nie istnieją jakiekolwiek, poważniejsze problemy.

Choć brańcy spod Lwiego Brodu stanowili jedną, wielką niewiadomą, tylko niewielu z nich postanowiło wrócić z kompanią do Wolenvain (nie wspominając o tym, że niewielu w ogóle przeżyło rzeź). Ci, którzy zostali, szybko się dopasowali, wystawieni na liczne trudy w drodze do stolicy. Zżyły one ze sobą tę przypadkową zgraję i było to po nich widać. Teraz stanowili drużynę zgraną o wiele lepiej niż włóczący się latami, samozwańczy najemnicy.

Gdy Slavius z Aerndalem dosiedli się do Loty, ta miała chwilę, aby przemyśleć swoją odpowiedź. Krótką. Oto bowiem do sali z górnych kondygnacji zszedł pan Ajen Firaar, tymczasowy dowódca kompanii. Niemal wszystkie głowy zwróciły się w jego kierunku, a on sam przybrał na twarz wyraz mający na celu uspokojenie zebranych. Poszło mu to niezgorzej, choć wprawne oko dostrzec mogło, że jego spokój jest udawany. Szlachcic był smutny, niepewny i zły. Nic nie mogło tego ukryć.

– Słyszałem, że idziecie na spacer. Dołączę do was – odezwał się bez słowa wyjaśnienia. Nie było ono zresztą potrzebne. Wszyscy wiedzieli, jak było z rannymi. Źle.

Awatar użytkownika
Slavius
Posty: 64
Rejestracja: 16 mar 2013, 14:45
Karta Postaci: viewtopic.php?p=41866#41866

05 lip 2015, 21:14

Slavius ciekawie przyglądał się rudowłosej kobiecie. Czekał na jej odpowiedź, chciał porozmawiać. Nie wiedział, co miałby w tym momencie robić. Miał nadzieję, że Ajen pojawi się jak najszybciej i powie mu, co ma robić i co dalej. W tym momencie czuł się niejako zagubiony - stracił cel, ponieważ osiągnął dotychczasowy - Wolenvain. Spodziewał się, że jak już dotrą do stolicy to wszystko pójdzie sprawnie. Cóż, wyglądało na to, że się mylił i musi być cierpliwy.

A może nie? Rudowłosa nawet nie zdążyła odpowiedzieć, a w polu widzenia już ponownie pojawił się Ajen. Spojrzał na niego. Skierował się w ich stronę. Dostrzegał w jego minie coś dziwnego, chociaż nie umiał określić, co to takiego. Wyglądało na to, że zaraz się dowie, jako że dowódca wyraźnie zmierzał właśnie do nich.

Slavius spróbował ukryć zaskoczenie, kiedy szlachcic podszedł i dął wyraźny znak, że chce z nimi porozmawiać na osobności. Coś się musiało wydarzyć. Czyżby drugi z dowódców miał umrzeć? Rana nie wydawała się aż tak poważna. Półelf miał szczerą nadzieję, że to się nie stanie. Prócz oczywistego ubytku, który pojawiłby się wśród Patriotów, jego własny awans zawisłby na włosku.

Wstał i kątem oka dostrzegł, że Aerndal idzie w jego ślady. Ruszył za dowódcą pełen niepokoju o stan pana Berkwista. Cóż. Nie pozostało mu nic prócz czekania. Po drodze starał się udawać spokojnego i takiego, który faktycznie miał zamiar na jakiś spacer iść.

Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

28 lip 2015, 22:49

Lota wcale nie miała w planach proponować przechadzki teraz, o tej porze, a jednak jej słowa zostały w ten sposób odebrane. Kobieta czuła się przemęczona. I chociaż ciężko było jej stan porównywać do tego, jaki przedstawiali sobą Patrioci, niespecjalnie miała ochotę w tej chwili ruszać się z ciepłej, pełnej jedzenia i stosunkowo bezpiecznej izdebki. Myślała o jutrze. Myślała o jakimkolwiek innym dniu i niekoniecznie swoim w tym udziale.

Niegrzecznie byłoby jednak teraz się wycofać. Skinęła krótko głową, przełykając ostatni kęs jedzenia.

Cel dobry jak każdy inny. O tej porze ciężko szukać lepszych zajęć… – zdążyła odpowiedzieć Butaltowi, nim przerwało jej wejście i słowa Ajena. Na bogów, tak szybko? Czyżby ich podsłuchiwał? Wstała ze swojego miejsca z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. – Skoro tak…

Bez problemu dało się odczuć nagłą zmianę nastroju po wejściu Ajena. Również Lota rozumiała i przeżywała napięcie, które nie opuszczało jej towarzyszy, a które pogłębiło się wraz z powrotem Firaara. Ktoś padł? Padło kilku? Wydarzyło się coś niespodziewanego, o czym nie mogli teraz rozmawiać?

Może właśnie przez jej obecność? Powinna zostać?

Ostatecznie rudowłosa wzruszyła jednak ramionami w odpowiedzi na stawiane samej sobie pytania i ruszyła po okrycie zostawione pod ścianą. Gdyby Patrioci nie życzyli sobie obcej osoby w swoim otoczeniu, z pewnością by jej o tym powiedzieli. Albo ją zwyczajnie wyrzucili. Tymczasem została zaproszona na strawę i nocleg, a także w miarę ciepło przyjęta w męskim, nieznanym gronie. Nic się nie działo. To nie były jej problemy, niczym nie musiała się przejmować.

Ciekawość nie pozwoliła jednak kobiecie na całkowite rozluźnienie.

Ktoś w końcu padł czy nie?

Ajenie, jesteś pewien? Wybacz zbytek troski, ale źle wyglądasz – powiedziała krótko, nie martwiąc szczególnie matkowaniem. To nie moja sprawa, to nie moja sprawa, to nie…Stało się coś, teraz, gdy nas opuściłeś? – spytała, nie mogąc powstrzymać męczącej wścibskości.

Zabrała wszystkie swoje rzeczy, gotowa do drogi. Być może źle wyglądała uzbrojona o tej godzinie, ale nie chciała ryzykować utraty lub kradzieży własności. Jeżeli Ajen Firaar lub żaden z jego towarzyszy nie podejmie z nią rozmowy w izdebce, opuści ją, udając się na niezbyt wyczekiwany spacer.

Lota miała wrażenie, że za chwilę przesiąknie smrodem potu, stęchlizny i, co gorsza, krwi.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Funeral for a Great Drunken Bird

09 sie 2015, 22:55

//Przechadzkę gramy w tym temacie; nie ma na razie odpowiedniejszego i tak będzie szybciej.
MG

Nikły uśmiech rozświetlił na chwilę strudzone lico pana Ajena, gdy ten podziękował nim Locie za jej zainteresowanie. Nie musiał mówić zbyt wiele, bo prawda była odciśnięta w samej jego postawie. Wiedźma stała na tyle blisko kapitana Patriotów, żeby móc z całą pewnością stwierdzić, że oto zwolniło się jedno z zajmowanych przez rannych łóżek – i to wcale nie z powodu cudownego ozdrowienia. Które jednak, tego nie wiedziała. Zmarła kobieta czy dowódca kompanii? Gdyby to pan Berkwist zszedł z tego świata, pozostali powinni zostać poinformowani jak najszybciej. Z pewnością miejsce to opuściłby też przynajmniej jeden z cyrulików. Jeżeli to jednak nie przywódca zmarł, dlaczego Ajen w ogóle zszedł na parter, deklarując wprost, że chce opuścić kamienicę? Czy jego miejsce nie było przy boku Brigorda? W głowie Loty pojawiła się nagle dość śmiała konkluzja – niechybnie zmarła dziewoja, z którą szlachcic mógł przecież być blisko. Było to sensowne wyjaśnienie, jednak nie sposób było go teraz potwierdzić.

– Nie, nic – odparł tonem sugerującym coś kompletnie przeciwnego. Najwyraźniej nie chciał prawić niedawno poznanej kobiecie smutów i nie było czemu się dziwić. Na stworzenie swej ułudy pracował jednak wyłącznie głosem, przez co nie wydawał się zbyt przekonujący. Wyraźnie brakowało mu sił na cokolwiek więcej. Z niezręcznej przerwy w rozmowie wyrwali ich pozostali Patrioci. Z siedmiu obecnych w głównej sali na spacer chciało iść, prócz Ajena, jeszcze trzech – Slavius, Aerndal i Butalt. Zabrali ze sobą podstawowe wyposażenie, mogąc się w razie czego bronić. Lota udała się wraz z nimi.

Jakiś czas szli w milczeniu, ale później nawiązała się zwyczajna w takich sytuacjach rozmowa. Szło o politykę, co wyjaśniło, dlaczego niektórzy byli bardziej skorzy do spaceru, a inni mniej. Był to bardzo drażliwy temat. Mężczyźni rozmawiali cicho, przedstawiając ewentualne konsekwencje śmierci wielu Lorveniuszy, którzy padli pod Lwim Brodem. Ich słowa nie zgadzały się z tym, co wiedźma usłyszała wcześniej od pana Firaara, który starał się (już wtedy wyraźnym, nieczystym tonem) zachwalać męstwo paladynów. Ajen nie próbował strofować swoich podopiecznych, ale spoglądał na nich z ukosa, ilekroć psioczyli na świątobliwych rycerzy, ich kościół i organizację. Wydawało się, że nie ma siły do tamowania ich słusznego przecież gniewu. Paladyni wszak powybijali się sami, ulegając demonowi, którego mieli zasiec.

Mężczyźni zgadzali się tylko w kilku rzeczach, głównie co do tego, że osłabienie pozycji Zakonu może wywołać znaczące przemiany geopolityczne. Nie od dziś wiadomym było, że brak rozruchów na spornych od dziada pradziada ziemiach przy granicy namiestnictwa derińskiego i prowincji stołecznej przypisuje się Lorveniuszom. Ile było w tym prawdy, miało okazać się na wiosnę, kiedy to do stolicy zajechać mieli wszyscy władcy Autonomii, chcąc przedstawić swoje racje i uradzić przy wynoszeniu odpowiedniej osoby na tron, czy raczej: osadzaniu jej. Bezpośredniego prawa do rządzenia nie miał bowiem obecnie nikt, a przynajmniej nikt sie z tym nie obnosił, czekając zapewne na odpowiednią chwilę. W tym upatrywali Patrioci przyczyn ewentualnego konfliktu – w tym oraz w kilku odrębnych, a z pewnością planowanych proklamacjach królewskich, jakie mogły czekać Autonomię Wolenvain. Oczywiście żaden z możnych nie piśnie ani słówka, ale to picie z prostymi ludźmi po karczmach, podczas wielkiego zjazdu namiestników, mogło dać dyskutantom jakieś pojęcie o sprawie. Orszaki namiestników składały się przecież nie tylko z rycerzy (może będzie turniej?), których na pewno każdy z nich zabierze ze sobą całe tuziny, ale też ze służących, stajennych, kucharzy, dzieci, najemników i kurew.

Mówiąc o tych ostatnich, grupka Patriotów (z zapewne wynudzoną ich gadaniną Lotą pośród nich) minęła właśnie jedną z ladacznic.

– Hej, mogę zająć się wszystkimi naraz, jeśli zapłacicie… – powiedziała wyzywająco, a w nieruchomym powietrzu każde ze słów było doskonale słyszalne. Miała rozpuszczone, poczochrane, brudne i sięgające łopatek włosy w kolorze świńskiego blondu, umazane czymś ciemnym oczy i prostą tunikę bezwstydnie odsłaniającą nogi po kolana. Trzęsła się z zimna, ale nie dawała za wygraną. Wyraźnie upatrzyła sobie w Patriotach swych przyszłych klientów. Ci stanęli jak wryci, nie wiedząc, co począć z tak brutalnym, frontalnym atakiem na trzy najsłabsze punkty każdego mężczyzny: mieszek, oczy i chuć. Pierwszy otrząsnął się Ajen. Przełknął ślinę i wydawało się, że sposobi się do wyrzeknięcia paru słów, o ile nikt inny mu nie przeszkodzi.

Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

10 paź 2015, 19:56

Nie była znudzona rozmową idących z nią mężczyzn, co można było błędnie wnioskować po zmęczonym wyrazie twarzy. Rudowłosa chłonęła informacje, jakimi dzielili się Patrioci, w dość prosty sposób rekonstruując przebieg minionych wydarzeń, a także poznając odczucia Ajena co do wspomnianych. Nikt tu nie był w żaden sposób zadowolony, nikt nie miał czym się chwalić, co jeszcze wcześniej przed bramą próbował robić Firaar. Bitwa musiała być klęską, katastrofą i ujmą na honorze tych mężczyzn, co w wyraźny sposób wpływało na ich obecną kondycję.

Mimo wszystko… nie były to jej problemy. Nie były to jej wyprawy, a tym bardziej bitwy, więc niewiele swojego mogła też powiedzieć. Wtrącała się uprzejmie, gdy jej na to pozwalano, ale w trakcie spaceru nie rzekła niczego istotnego. Nie miała kiedy, nie miała po co.

Cieszyło ją jednak poznane towarzystwo i dawka emocji, które jej zapewnili. Z pewnością po tej nocy będzie miała szerszy obraz miasta, do którego za młodu tak bardzo ją ciągnęło. Może to i lepiej, że skończyła w tej nieszczęsnej chacie…?

Rozejrzała się po ciemnej uliczce. Chłód zaglądał im ciekawsko pod ubrania, zmuszając ciała do drżenia; miejsce, mimo pogody, nie było jednak opuszczone. Lota podniosła wysoko malowane brwi, w zdumieniu poznając kurwę zagadującą jej współtowarzyszy. Kurwę… a właściwie wieśniaczkę, z którą kiedyś…

Luzwoja – urwało jej się szeptem, co szybko postarała się zamaskować kichnięciem.

Luzwoja. Wieśniaczka jak się patrzy, popsuta i niespecjalnie atrakcyjna. Starsza. Ile to czasu temu Lota spędzała jej pierwszą, potem i drugą ciążę? Rudowłosa osłoniła się szczelniej płaszczem, patrząc na stojący przed nią obraz nędzy. Rozpoznana przez nią kobieta stanowiła smutny przykład dziwki, której nic dobrego już naprawdę nie spotka.

Mogła porównywać ją do siebie, czemu nie, przecież obie trudniły się podobnym zajęciem. Także Lota, prócz swoich ziółek, małej chatki i dyskretnej magii, zajmowała się gośćmi za pieniądze, dorabiając do drobniaków otrzymywanych za leczenie. Wiedźma widziała jednak wyraźną różnicę między swoim dorabianiem a jej źródłem utrzymania. To był niemalże przykry widok.

Patrioci nie zgodziliby się z nią, jak wnioskowała Lota, gdy tylko spojrzała na tęsknotę bijącą z ich oczu. Dawno musieli zapomnieć, jak smakuje kobieta i jak wiele rozkoszy może dać parę wydanych na nią drobniaków. Nie dziwiła się im, nawet ich rozumiała. Wiele razy widziała ten błysk pożądania u mężczyzny, palącą potrzebę, którą musiał natychmiast zaspokoić.

Postanowiła to uszanować, było zresztą zbyt zimno na dalsze spacery.

Zostawię was, panowie – oświadczyła szybko, nie chcąc narażać się na podejrzenia, że zna się lepiej z tą kobietą. Może nawet nikt jej wcześniej nie usłyszał. – Dziękuję za… wszystko.

Nie mogła odmówić sobie jednak przyjemności poczekania chwili – na ich odpowiedź oczywiście! – i tym samym napawania drwiących oczu widokiem wieśniaczki. Ależ musiało jej być zimno!

Zaraz po pożegnaniu planowała wrócić do kamienicy.

Awatar użytkownika
Slavius
Posty: 64
Rejestracja: 16 mar 2013, 14:45
Karta Postaci: viewtopic.php?p=41866#41866

10 paź 2015, 22:51

Slavius chętnie uczestniczył w rozmowie. Lubił dowiadywać się rzeczy o polityce, jako że przez ostatnie kilka lat nie miał z tym w ogóle styczności. Może mógłby zostać w mieście na dłużej? Kto wie, może nawet awansuje dalej niż kapitan w szeregach patriotów? Jeżeli, oczywiście, ten pierwszy awans otrzyma. Chwilowo nie zwracał uwagi na towarzystwo, tylko na ich słowa. Chciał po prostu się czegoś nauczyć, dowiedzieć. Nie mógł tak naprawdę uczestniczyć w rozmowie, jako że nie miał pojęcia na te tematy, ale kiedyś musiał owe pojęcie zdobyć.

Szczerze mówiąc, był trochę zawiedziony. Kiedy pan Ajen zaprosił ich na spacer, sądził, że będzie mowa o czymś dotyczącym teraźniejszości. O czymś ważnym, co na pewno się działo, jeżeli patrzeć na stan dowódcy. Mimo że widocznie starał się to ukrywać, to nie szło mu za dobrze. Chyba wszyscy widzieli, że coś jest nie tak. Jednak nie wyglądało na to, żeby ktokolwiek miał zamiar spytać, co się tak właściwie dzieje.

Slavius widocznie się rozluźnił. Od wielu dni, pierwszy raz poczuł się trochę bezpiecznie. Powoli zaczęła do niego napływać pełna świadomość tego, co się ostatnio działo i w czym brał udział. Nagle też zrozumiał, jak bardzo jest zmęczony. Zwolnił trochę kroku, zostając tym samym z tyłu. Nie na długo jednak, jako że cała grupa zatrzymała się, kiedy jakaś kobieta zaczęła do nich mówić.

Dla Slaviusa wszystko się rozmyło. Popatrzył na zranioną rękę. Cała się trzęsła i, mimo prób, nie dała się opanować. Przez chwilę pomyślał, że coś złego dzieje się z raną, ale spostrzegł, że z drugą dzieje się to samo. Przypomniał sobie pole bitwy i drogę powrotną. Ciągle walczyli, ciągle zabijali. Mimo że widział już śmierć, a trochę jej nawet sam zadał, to ta bitwa… to była inna skala. Przed oczami stanęły mu widoki, których doświadczył szukając ekwipunku na polu bitwy. Zmasakrowani ludzie, wypływające wnętrzności. Dopiero teraz zaczął sobie uświadamiać ogrom tego, co się tam zdarzyło i wydało mu się, że tym samym zrozumiał Ajena. Przynajmniej trochę.

Z zamyślenia wyrwało go kichnięcie Loty. Błyskawicznie ocenił sytuację i odgadł, głównie oceniając po ubraniu, profesję kobiety, która przed nimi stanęła. Spojrzał na dowódcę, który widocznie szykował się, żeby coś powiedzieć. Nie chcąc zgadywać, co to miało być, Slavius szybko przeszedł przed niego, wiedząc, co chce powiedzieć. Męczyło go, że ludzie nie podejmowali żadnych akcji sami, tylko reagowali na świat. I wiedział, że on też tak robił. Chciał podjąć jakąś akcję. Zrobić coś.

- Odejdź. Zostaw nas - warknął trochę bardziej agresywnie, niż zamierzał. Potem zupełnie ją zignorował. Nawet, jeżeli miałaby zamiar dalej mówić, Slavius po prostu by nie reagował i mówił do Ajena to, co miał do powiedzenia. Zirytował się i nie zamierzał dać jakiejś dziwce szans, żeby wtrącić się pomiędzy jego słowa. Nigdy by nie skorzystał z takiej usługi i nie podejrzewał też dowódcy, aby ten miał zamiar. Przynajmniej nie dokładnie z tej, która właśnie została im zaproponowana.

- Czemu tu jesteśmy? Po co to wszystko? Chyba wszyscy widzimy, że coś się dzieje. Na bitwie nie skończyły się nasze problemy, tak? Sądzę, że czas nam powiedzieć. Jeżeli nie, nie zamierzam tracić czasu. Jestem zmęczony po ostatnich wydarzeniach, jak chyba każdy. Więc jeżeli nie będziemy mówić o przyszłości i o tym, co tak wpłynęło na stan, w jakim się znalazłeś, Ajenie. Próbujesz go ukrywać za słowami jak “nic się nie dzieje”, ale wydaje mi się, że nie trzeba wiele, aby domyślić się, że tak nie jest - mówił bez przerwy Slavius, stojąc dokładnie przed dowódcą i patrząc mu w twarz. Coraz bardziej się irytował i męczył. Czuł, jakby zaraz miał zasnąć i upaść na ziemię, ale nie zamierzał odpuścić. Nie teraz. Jeżeli dowódca mu nic nie powie, zwyczajnie uda się na spoczynek.

Wróć do „Dzielnica mieszkalna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 10 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Vereomil
Liczba postów: 52170
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.