Kamienica Artmerów

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 924
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

Kamienica Artmerów

26 kwie 2016, 15:43

Bielona, wysoka na trzy piętra, zajmująca miejsce normalnie przeznaczone na dwa takie domostwa kamienica rodu Artmerów wbrew pozorom nie wyróżniała się tak, jak możnaby się tego spodziewać po miejscu zamieszkania bogatego mieszczaństwa. Powody były proste i jakże prozaiczne - w pobliżu znaleźć można było podobne jej samej przybytki, również należące do bogatych rodów.

Jednak nie oznaczało to, że projektantowi tego miejsca, a także jego budowniczym należało odmówić kunsztu i gustu. Budynek był duży, umieszczony jakieś pół metra nad ulicą, na kamiennych fundamentach. Aby dostać się do drzwi należało wejść po kilkustopniowych schodach i przemierzyć dwumetrowy, kamienny chodnik. Dwuskrzydłowe, całkiem spore wejście otaczała wyrzeźbiona w zielonym granicie winorośl. Gałęzie wędrowały w górę po ścianie, a cienkie gałązki uginały się pod wielkimi kiściami winnych gron. Motyw otaczał całe drzwi, od posadzki aż po ich zaokrąglony szczyt.


Kilka metrów na prawo od drzwi znajdowało się wąskie, okratowane okno. Zasłonięte przez jakiś materiał nie pozwalało ciekawskim przechodniom zajrzeć do środka, a zbyt małe dla przeciętnego człowieka nie pozwalało tym aż nazbyt ciekawskim wkraść się do wnętrza.


Mijając kamienicę można było skręcić w wąską uliczkę, która oddzielała ją z jednej strony od kolejnych budynków. Jeśliby ktoś przeszedł nią kilkadziesiąt metrów, to trafiłby na kolejne drzwi. Prowadziły one na znajdujące się za kamienicą podwórze, były dość duże, aby zmieścił się w nich jeździec (choć musiałby się bez wątpienia pochylić). Posiadały zamykany otwór na wysokości oczu, który pozwalał wyjrzeć na zewnątrz bez konieczności uchylania ich.


Po przeciwnej stronie podwórza niż kamienica znajdował się inny, znacznie mniejszy budynek. Dwupiętrowy nie byłby widoczny z ulicy gdyby nie spadzisty, skierowany niższym brzegiem na ulicę dach, oraz obecne pod nim poddasze wyposażone w kilka okien. Pełniło one rolę swego rodzaju trzeciego piętra budynku. Wejść do środka można było jedynie od wewnątrz kompleksu.


Na piętrach wyższych niż to przy samej ulicy okna były już większe, pozwalały by wychylić się na zewnątrz, nie wszystkie również pozostawały przesłonięte. Zarówno w nie, jak i te na dole wprawione było szkło, co samo w sobie już świadczyło o statusie właścicieli. Wszystkie okna, podobnie jak drzwi otaczał wyrzeźbiony w zielonym granicie motyw winorośli. Nawet te na poddaszu kamienicy - bardzo wysokie, sięgające od wysokości podłogi niemal po sam dach, który opadał równomiernie po obu stronach.



Jak jednak wyglądało wnętrze tego przybytku? Niewątpliwie bogato. Zaraz po wejściu do wewnątrz odwiedzającemu okazywała się wysoka na 2 kondygnacje sień i prowadzące na wyższe piętro kręte, wykonane z białego kamienia schody. Sień była dobrze doświetlona, częściowo skryta pod drewnianą antresolą, która znajdowała na wysokości drugiej kondygnacji. W górze można było dostrzec belkowy strop, który - a jakże - przyozdobiony był motywem winorośli. Rodzina ta musiała z jakiś powodów pałać do tej rośliny sporą sympatią. Kolory wokół były raczej ciepłe. Ceglaste kolory przeplatały się z obecnymi gdzieniegdzie jasnoszarymi dodatkami. Ozdobione w ten sposób ściany nie tworzyły niczego, co układałoby się w konkretny wzór, ot, kogoś widocznie poniosła fantazja. Podłogę stanowił gładki biały marmur, o niewyraźnych, szarych śladach na powierzchni.


Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające głównie członków rodziny, ale także kilka pejzaży. W samej sieni znajdował się długi stół, przy którym zasiąść mogło jakieś piętnaście osób. Po przeciwnej stronie od wejścia można było dostrzec drzwi prowadzące do kolejnych pomieszczeń, zaś po stronie lewej obszerny, wypełnione drewnem palenisko. Odwracając się można było dostrzec nad wejściem wykonane w całości ze złota słońce - symbol Lorven. Zapewne mieszkańcy liczyli, że w ten sposób zapewnią sobie opiekę bogini.


Po wejściu na wyższe piętro można było udać się kolejnymi schodami, które znajdowały się na antresoli, jeszcze wyżej, lub też opuścić ją i przez pozbawione drzwi przejście wejść na dość długi, obszerny korytarz. Ściany do wysokości pasa były wyłożone cienką warstwą białego marmuru, wyżej zaś pomalowane na bladoczerwony kolor. Po obu stronach korytarza w nierównych odstępach znajdowały się kolejne drzwi, prowadzące do różnych pomieszczeń.


MG

Przed takim właśnie miejscem stanął Tonuryn, zaproszony by zaprezentować swoje umiejętności przed nieokreślonym gronem odbiorców. Sądząc po przepychu mógł łatwo podejrzewać, iż będzie ono raczej liczne. Początkowo powitany przez służącego raczej nieprzychylnym spojrzeniem został wprowadzony do środka, gdy tylko padło podane mu wcześniej imię. Nie musiał długo czekać, nim został poinformowany, że "pan Artmer" niestety nie może się z nim spotkać w tej chwili, jednak tak jak przyobiecał zapewni mu dogodne warunku do jutrzejszego dnia, kiedy to rozpocznie się przyjęcie.

Tonurynowi, jeśli tylko sobie tego zażyczył dano obfity, głównie składający się z dobrze przyprawionego, drobiego mięsa posiłek, po czym zaprowadzono na wyższe piętro, gdzie w korytarzu wskazano mu jego pokój. Usytuowany był zaraz przy antresoli, raczej niewielki, wyraźnie przeznaczony dla gości, którzy mieli spędzić w kamienicy - tak właśnie jak on - jedną, może kilka nocy przez wyruszeniem w dalszą podróż. Składał się z wygodnego łoża, któremu nie żałowano pościeli, umieszczonej za parawanem balii, pojedynczej szafy, biurka wraz z krzesłem, oraz komody i łóżka. Na tej ostatniej stał spory dzwonek, którego miał użyć jeśliby czegokolwiek potrzebował - tak poinstruował go służący.

Z rzeczy, które można było łatwo wynieść nie było w pokoju właściwie nic, oprócz wspomnianej pościeli i obecnego na jednej ze ścian portretu nieznanego bardowi mieszczanina. Wszelkie meble pozostawały puste. Nie miało to jednak większego znaczenia, skoro obiecano mu, że jeśli czegoś sobie zażyczy to zostanie to przyniesione. Okno jego pokoju wychodziło na główną ulicę, którą przybył wcześniej. Dobiegał z niej typowy dla Derinu gwar, tak dobrze znany ludziom jego pokroju.

Służący dopytał barda czy ten jeszcze czegoś potrzebuje, po czym opuścił pomieszczenie pozostawiając na komodzie klucz do drzwi, na wypadek gdyby Tonuryn poczuł z jakiegoś powodu potrzebę ich zamknięcia.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Tonuryn
Posty: 132
Rejestracja: 18 wrz 2014, 21:11
Lokalizacja postaci: Kamienica Artmerów
Discord: Youmuu
GG: 52562577
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50324#50324

02 maja 2016, 21:27

Wyciągnął się na łożu, mając uciechę z pościeli. Miękkiej i czystej. Kryła się w tym jakaś śmieszna ironia - pochodził przecież z mieszczańskiej rodziny. Nie był dzieckiem ulicy, niektóre luksusy, mniej lub bardziej skromne, powinny być dla niego oczywistością.
Nie były. Przynajmniej nie po wszystkim, co przeszedł, nie po tym, jak życie go rozdziewiczyło. Oczywiście istniała niezmierzona ilość ludzi, którzy przeżyli więcej, przetrwali rzeczy cięższe, a mimo to wciąż umierali tam gdzie się urodzili - na dnie, zarobiwszy od życia jeszcze jednego kopniaka w nagrodę za wytrwałość. Ciarki go przechodziły na myśl, że sam mógłby tak skończyć.
Dlatego właśnie nauczył się doceniać wiele, wiele rzeczy. Zwłaszcza niewielkich.

Reszta wieczoru zleciała mu szybko, spędzona - roztrwoniona wręcz, ale do tego zdążył już się przyzwyczaić - na przyjemnej zadumie i przygotowaniach do jutrzejszego dnia. Nie wiedział, czy spędzi go gdzieś w kącie, pobrzdąkując i robiąc gościom za przyjemne tło do rozmów niczym jakiś podrzędny grajek. Wątpił w to, zważywszy na okoliczności i szacunek, z jakim potraktował go Nifalas, ale motywy i wrażenie, jakie wywoływały co grubsze szychy, zawsze mogły okazać się zdradzieckie. Może był to pogląd nieco przesądny, ale Tonuryn brak zaufania miał głęboko w kościach i wolał dmuchać na zimne. Nawet, jeśli to dmuchanie na zimne było zaledwie mentalnym przygotowaniem się na przyszłe wydarzenia.

W każdym razie, wtedy nie miałby szansy pokazać, na co naprawdę go stać. Pomysły dotyczące efektownej, stosownej do okazji pieśni kłębiły mu się w głowie już od momentu, kiedy mieszczanin ulotnił się z Damy. Tonuryn pieśni znał… mnóstwo. A że bardem był już jakiś czas, zdążył się nauczyć, jak wygląda gust przeciętnego człeka. Przez lata te pieśni i poematy, które były zbyt skomplikowane, oparte o jakiś szerszy kontekst lub najzwyklej w świecie - z punktu widzenia prostaczka - nudne, zostały zapomniane, aż niemalże każde dzieło, które przychodziło mu na myśl, dobrze sprawdziłoby się w większym gronie słuchaczy. Smuciło go, że z biegiem czasu stawał się coraz bardziej płytki, ale był w tej kwestii bezradny. Wymuszało to na nim zajęcie.
Na szczęście w głowie zachowało mu się jeszcze kilka pereł, pięknych zarówno dla ucha jak i w treści.

Nie dałoby się po nim poznać, ale idea gry na przyjęciu z prawdziwego zdarzenia budziła w nim dawno utracony, młodzieńczy zapał. Z zewnątrz Tonuryn mógł przypominać niedźwiedzia odpoczywającego po sytej uczcie, zadowolonego i gotowego złożyć się do snu, ale w środku, mimo wszystko, nie mógł doczekać się rana.
Wypróbował kilka melodii, przypomniał sobie różne starocie. Dużo myślał, pozwoliwszy palcom latać po strunach tak, jak je niosła muzyka. Zajęte ręcy sprzyjały zadumie. Z zadowoleniem zauważył, jak rozlegające się w korytarzu kroki często zatrzymywały się przy drzwiach do jego pokoju, aby już po chwili podążyć dalej, tylko tym razem jakby mniej chętnie, z obowiązku. Na usta wkradł mu się dumny grymas.

Spał, w porównaniu do ostatnich dni, wyjątkowo dobrze.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 924
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

03 maja 2016, 12:53

MG

Rankiem bard obudził się dość późno. Wygodne łóżko było czymś, z czego objęć wychodził raczej niechętnie, musiał jednak prędzej czy później to zrobić. Uliczny gwar dochodził już z okna wyraźnie i dobitnie świadczył, że miasto ożyło dawno temu. Powinien był jakoś przygotować się do wieczornej uczty jeśli chodzi o jego aparycję. Szczególnie wypadałoby się odświeżyć. Niefortunne byłoby, gdyby większe wrażenie niż muzyka Tonuryna zrobił na gościach bijący od niego zapach.

Jednak na to wszystko bard miał właściwie cały dzień. Jeśli tylko chciał udać się w jakimś celu na miasto, to droga stała przed nim otworem. Wspomniany wcześniejszego dnia dzwonek nadal spoczywał na swoim miejscu, więc mógł też po prostu wszelkiej maści pracę zrzucić na barki służącego, który zjawi się po jego użyciu.

To jak nadchodzący wieczór rzeczywiście pozostawało dla niego pewną tajemnicą, jednak mógł domyślać, że prawdopodobnie jego występ będzie miał uświetnić ucztę i w pewnym jej momencie zostanie poproszony o zagranie jakiegoś utworu, lub kilku z nich. No i oczywiście musiał się spodziewać, że zostanie zalany pytaniami na temat wspomnianej bestii. Ucztujący mieszczanie zapewne będą chcieli wiedzieć wszystko na temat tego co działo się na trakcie. Nietaktem byłoby ich tą opowieścią nie uraczyć.

Tonuryn wreszcie doczekał się okazji, aby dać występ poważniejszy niż karczemne przygrywki. Sądząc po tym jak prezentowała się posiadłość Nifalasa, to ilość gości będzie raczej dość znaczna. Kto wie, może nawet będą wśród nich jakieś ważniejsze osobistości. Przed bardem otwierała się szansa na to, aby wkręcić się w ten mieszczański świat i tego typu pokazy prezentować dużo regularniej. Czy byłby w stanie się z tego utrzymać? Trudno było powiedzieć. Czy to było właśnie to, co chciał robić? Na to pytanie musiał odpowiedzieć sobie sam. W życiu podejmował się już wielu rzeczy, z których większość nie przyniosła mu tyle radości, ile jej oczekiwał.

Wszystko miało okazać się wieczorem. W kamienicy panował już spory ruch, a także niosły różnorakie zapachy przygotowywano wszystko co było potrzebne na uczcie. Tonurynowi aż zaburczało z tego wszystkiego w brzuchu.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 924
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

05 wrz 2016, 14:05

MG

Dzień bard spędził wyjątkowo bezcelowo. Przesiedział go w przydzielonym mu pokoju. Przez jakiś czas ćwiczył znane mu melodie, ale ile mógł to robić. Mozolnie wiercił się po pomieszczeniu, nikomu niepotrzebny przed nadchodzącym wydarzeniem. Z jakiegoś powodu postanowił nie opuszczać tego miejsca, choć niewątpliwie było to dobrym pomysłem przed czasem, który miał spędzić siedząc i umilając gościom posiłek.

Słońce wlekło się po nieboskłonie wyjątkowo mozolnie, a Tonurym zwyczajnie począł się nudzić. Tępo gapił się to na ścianę, to znów przez okno, czasami wracał do swego instrumentu. Ledwie uskubał coś z przyniesionych mu przez służbę posiłków, która najwidoczniej dostała polecenie aby dopilnować pobytu barda. Zdawało mu się, że nawet gdzieś w ciągu dnia jeszcze przysnął na godzinę czy dwie, nie mając pojęcia co się działo w międzyczasie. Jego ubrania nieco pomięły się od długiego, bezcelowego siedzenia, zaś on sam czuł się ospały i nieruchawy.

W takim stanie zastał go wieczór i wydarzenia, w których miał zagrać tak ważną rolę. Dosłownie zagrać. Gdy tylko poczęli się pojawiać pierwsi goście dotarła do niego informacja, że niedługo będzie oczekiwany jego występ. Miał chwilę czasu aby się przygotować, zabrał się jednak za to jak za wszystko inne - ospale.

Gdy wreszcie wyszedł do ludzi nie prezentował się nawet w połowie tak imponująca jak można się było spodziewać. W gruncie rzeczy, prezentował się nawet dość marnie. Porównując go do bogato ubranych mieszczan o roześmianych twarzach, siedzących wśród pozłacanej zastawy i obżerających się finezyjnymi posiłkami zdawał się niemalże wypłoszem. Jednak, jakkolwiek pierwsze wrażenie było ważne, tak miał jeszcze drugą szansę. W końcu nie przyszedł po to, aby oglądano jak wygląda, lecz aby słuchano jak gra.

Pośród bogatych naczyń, suto zastawionych stołów i rodzin burżuazji rozpoczął swój występ. Występ na który w końcu tyle czekał, a który teraz jakoś nie mógł zwalczyć jego ogólnej ospałości. Dźwięki ulatywały spod jego palców, głos wychodził z jego ust, a on czuł się jakoś daleko, jakby był gdzieś indziej.

Jego popisy trwały dość długo, a brzmiały raczej przeciętnie. Nie wybijały się na tle tego, co mieszczanin mógł uzyskać zapraszając jakiegokolwiek innego barda, a opowieść o pokonaniu bestii, na którą tak wszyscy czekali wyrażona została w sposób, który nie porwał tłumów. Dało się zauważyć, że Artmerowie nie byli zbytnio kontent z tego występu. Niewątpliwie oczekiwali czegoś lepszego, większego, piękniejszego. Uczta skończyło się późną nocą. Tonurynowi pozwolono pozostać do rana w przeznaczonym dlań wcześniej pokoju, rano zaś został pożegnany i odprawiony z mieszkiem, który nie był tak napchany jak na to liczył swego czasu. Drzwi burżuazyjnego domu zamknęły się za nim, a wraz z nim zamknęła się droga do występów na mieszczańskich przyjęciach. Stał się jednorazową atrakcją, która wyczerpała swoją szansę. A teraz stała na ulicy i musiała znaleźć dla siebie nową drogę.

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 4 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 2 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Kerreos, Loki, Viridar
Liczba postów: 52214
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Kerra z Derinu
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.